SMOLEŃSK - zginęli czy polegli, katastrofa czy zamach ?

luźne dyskusje inwestorów
KOSA7
Starszy chorąży sztabowy
Posty: 7985
Rejestracja: 15 cze 2007 11:14
Lokalizacja: SZCZECIN

SMOLEŃSK - zginęli czy polegli, katastrofa czy zamach ?

Postautor: KOSA7 » 11 sie 2016 11:13

Kaczyński: Na 99 procent to był zamach.
Mogło chodzić o zemstę
Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla "Uważam Rze" przekonuje, że w Smoleńsku, "na 99 procent" doszło do zamachu. "Motywów mogło być wiele. Mogło chodzić o zemstę - Leszek naraził się bardzo różnym wpływowym ośrodkom politycznym, biznesowym, powiązanym ze służbami albo składającym się z ludzi służb" - argumentuje.


(ciekawy list znalazłem w sieci, oto on...)

Szanowny Panie Jarosławie Kaczyński ma Pan przeczucie, że Pana Brat został zamordowany? Ja też mam takie wrażenie. Zastanawiam się kto mógł doprowadzić do tej śmierci. Na mojej krótkiej liście osób, które pośrednio mogły doprowadzić do tej katastrofy, a więc i do śmierci Pana Brata jest przede wszystkim Pan, ludzie z Kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ludzie z Pana otoczenia. Pana Brat nie liczył się w polityce. Miał niskie notowanie. Był kiepskim prezydentem. Miał znikomą szansę na ponowną reelekcję i żaden cud nie zdarzyłby się podczas tych wyborów, ponieważ tym razem Polacy już wiedzieli kto to jest Lech Kaczyński, czyli niemrawy człowiek, niczego nie reprezentujący na arenie międzynarodowej i nie podejmujący żadnej decyzji bez Pana, nie potrafiący poruszać się na salonach światowych, wpychający się w Polsce w kompetencje rządu i wywołujący coraz to nowe awanturki. Do tych awantur Pan pchał swego Brata.
Wracając do katastrofy smoleńskiej. Wyjazd delegacji z prezydentem na czele w dniu 10 kwietnia absolutnie nie był potrzebny, ponieważ 7 kwietnia odbyła się w Katyniu doniosła uroczystość, w której uczestniczyli premierzy rządów Polski i Rosji. Padły tam doniosłe słowa, ważne dla rozwiązania problemu zbrodni katyńskiej. Normalni politycy zrozumieliby to i uroczystość rocznicową z udziałem prezydenta RP zorganizowaliby w Polsce. Do Katynia prezydent Lech Kaczyński mógł wysłać delegację z wieńcem. To nie jest przypadek, że w tej katastrofie ocalał właśnie wieniec!!!. Niestety Pan nie należy do normalnych polityków. Pan realizować chce swoje chore aspiracje za wszelką cenę. To Pan - jak sądzę - pchnął Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia do Katynia. Panu były potrzebne fotki i film do rozpoczynającej się prezydenckiej kampanii wyborczej. Pana i Pana Brata fałsz i cynizm polega na tym, że z wielkim szumem propagandowym lataliście tylko w latach kampanii wyborczych. To - jak sądzę - Pana pomysł aby prezydent zabrał ze sobą tylu ważnych ludzi, bo trzeba było zrobić coś większego od uroczystości, w której uczestniczył premier RP Pan Donald Tusk. Lech Kaczyński na dodatek spóźnił się na samolot czym opóźnił wylot, Nie dosyć, że nie należało w ogóle wylatywać z Warszawy ze względu na pogodę, to jeszcze opóźnienie spowodowało, że samolot doleciał, kiedy mgła nad smoleńskim lotniskiem była już potężna. Na krótko przed katastrofą rozmawiał Pan z Bratem przez telefon satelitarny. Już wówczas było wiadomo Lechowi Kaczyńskiemu, że nad lotniskiem jest mgła. Dlaczego Pan nie ostrzegł Brata przed lądowaniem? Gdyby to mój brat (nie bliźniak) leciał w tym samolocie i od niego zależałoby gdzie lądować. to błagałabym aby lądowali poza Smoleńskiem. A może Pan w jakiś sposób zachęcił Brata do tego lądowania, bo przecież - jeżeli nie wylądują - będą się ludziska w Polsce śmiać z całej tej napuszonej wyprawy i to może zaszkodzić pomyślnemu wynikowi w kampanii prezydenckiej. Można było jeszcze wylądować na lotnisku zapasowym i dojechać z opóźnieniem. Lepiej było odbyć opóźnioną uroczystość niż uciekać się do takiego głupiego "bohaterstwa" w stylu Pana i Pana Brata.
Odnoszę wrażenie, że cała ta wrzawa, którą Pan wszczyna ma zagłuszyć Pana sumienie i odwrócić uwagę od faktycznych przyczyn katastrofy. Mało tego! Pan cynicznie tą wrzawą buntuje Polaków przeciwko legalnie wybranej władzy, po to aby samemu do tej władzy dopchać się. Jeżeli zadaję sobie pytanie, komu z politycznego punktu widzenia ta katastrofa najbardziej może pomóc w realizacji swoich planów politycznych, to odpowiadam sobie, że właśnie Panu! Podejrzanych sprawców ewentualnego zamach trzeba szukać wśród tych, którzy na katastrofie zbijają swój interes polityczny, a więc Pan, ludzie z Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, których Pan obecnie awansuje i ludzie z Pana otoczenia, którzy tę wrzawę podjudzają budując coraz to nowe mało prawdopodobne hipotezy obciążające przeciwników politycznych. Pan już wykazał się w niszczeniu przeciwników politycznych manipulacjami rzucającymi na nich ciężkie podejrzenia, co prowadziło nawet do śmierci. Buduje Pan mit jakiegoś testamentu Lecha Kaczyńskiego, a tymczasem poza paroma awanturkami, żadnej istotnej polityki przynależnej Lechowi nie widać. Lech Kaczyński był może dobrym człowiekiem ale nie nadawał się na stanowisko prezydenta Polski. Był zabawką w Pana rękach, która miała służyć Panu do osiągania Pana celów politycznych. Teraz po śmierci Brata również wykorzystuje Pan tę tragiczną śmierć do wyprowadzania ludzi na ulice i do prymitywnego podburzania przeciwko rządzącym. Od razu zastrzegam się! Ten rząd nie jest moim rządem. Nigdy nie głosowałam na PO ale alternatywa Pana rządów mrozi mnie całkowicie! Wolę już PO z PSL lub kimkolwiek niż Pana i Pana obłąkańczy PiS.

Przykro, że walę prosto w oczy moimi hipotezami ale muszę to Panu wykrzyczeć skoro Pan naprasza się o to! Pan właśnie robi to samo co ja zrobiłam w tej wypowiedzi. Tylko, że ja chcę Panem wstrząsnąć aby się Pan opamiętał, Pan prowadzi Polskę do nieszczęścia. Pcha się Pan za wszelką cenę do władzy, a nie ma Pan najmniejszych kompetencji do rządzenia. Pan nie ma żadnych sukcesów w zarządzaniu jakąkolwiek poważniejszą firmą. Pana żywiołem są manipulacje polityczne. Pan podpala Polskę! Jest Pan najbardziej znienawidzonym polskim politykiem. Nie widzi Pan tego? Niech Pań zrobi Polakom dobry prezent i niech Pan idzie na emeryturę albo gdzieś do cholery!


KOSA7
Starszy chorąży sztabowy
Posty: 7985
Rejestracja: 15 cze 2007 11:14
Lokalizacja: SZCZECIN

Postautor: KOSA7 » 21 paź 2016 18:34

Emerytowany pilot o katastrofie smoleńskiej: politycy karmią nas kłamstwami, a pomaga kler i episkopat.

Pilot Jerzy Grzędzielski o katastrofie smoleńskiej!
Doczekałem się pięknej, wolnej POLSKI. Nie chcę jej stracie, o Katastrofie smoleńskiej mam prawo mówić. Poświęciłem lotnictwu niemal 50 lat. z czego jako kapitan w liniach lotniczych ponad 30. Przewiozłem bezpiecznie miliony pasażerów od Alaski po Australię, od Tokio i wyspę Guam na środku Pacyfiku po Amerykę Północną i Południową. W cywilizowanym świecie do kokpitu samolotu wiozącego VIP-ów nikt nie ma wstępu.

Dam przykład: w 2013 roku pani kanclerz Merkel leciała ze swą świtą do Indii. Samolotu nie wpuszczono w przestrzeń powietrzną Iranu. Kapitan prawie dwie godziny krążył po stronie tureckiej, po uzyskaniu zgody poleciał dalej. Pani kanclerz dowiedziała się o tym siedem godzin po wylądowaniu. Proszę sobie wyobrazić naszą polityczną gawiedź. Pewnie kapitana wyrzucono by za burtę, a politycy sami wiedzieliby najlepiej co robić.
Od momentu katastrofy pojawia się podejrzenia o spisek na życie prezydenta i zdradę stanu z obcym państwem. O bredniach głoszonych na temat katastrofy można napisać książkę lub nawet kilka. Wspomnę tylko wybrane.
Pan minister Macierewicz zaraz po katastrofie twierdził, że Rosjanie na lądowanie premiera Tuska przywieźli w teczce ILS (Instrument Landing System), a na lądowanie prezydenta już nie przywieźli. Dalej Rosjanie nie odpędzili, powtarzam kuriozalne określenie „nie odpędzili*, naszego kapitana i nie zamknęli lotniska.
Odpowiem panu ministrowi: ILS waży kilkaset kilogramów. Na lotnisku Okęcie był montowany 4 lata. Specjalnie wyposażony samolot kalibrował go, stabilizował ścieżkę schodzenia i centralną oś pasa. Na lotnisku Modlin instalowano ILS przez 3 lata. Koszt wyniósł 62 min złotych. Panie Ministrze – kapitana nie odpędza się. To komary lub muchę z czoła można odpędzać. Lotniska nigdy nie zamyka się kapitanom, wyjątkiem jest sytuacja jeśli na pasie stoi inny, uszkodzony samolot. O lądowaniu lub nie decyduje tylko i wyłącznie kapitan.
Pani poseł Kempa biegała po stacjach TV z rewelacją, że przyczyną katastrofy było nie zabranie rosyjskiego nawigatora. Kosmiczna bzdura i kompromitacja pani poseł. Ma się to tak. jakby chirurgowi tuż przed operacją przyprowadzono salową i powiedziano, że jeśli pan doktor nie podoła, to ona pomoże przy operacji.
Katastrofę smoleńską mozolnie, przez głupotę, brak wiedzy, chciwość i cynizm, przygotowywała polityczna czołówka PIS. Zaczęło się w 2006 roku za rządów premiera Jarosława Kaczyńskiego. W czasie publicznego wystąpienia minister obrony z PIS-u zapytany został przez oficerów- pilotów samolotu Tu 154 za Specpułku dlaczego nie ćwiczą na symulatorach. Odpowiedź była następująca i niebywale skandaliczna: „Nie. bo to ruskie symulatory”. Dla mnie powiało grozą i jęknąłem: „będziemy mieli katastrofy”. Nomen omen ten minister zginął w katastrofie smoleńskiej.
Ćwiczenia na symulatorach są niebywale ważne, uratowały wiele istnień i nie do pomyślenia jest. aby z nich rezygnować. Cały świat lotniczy z nich korzysta. Prezesi nawet najbiedniejszych linii lotniczych klną, ale płacą za ćwiczenia swoich załóg. Ogrom głupoty i braku odpowiedzialności powala tu na ziemię.
Mogę dać dziesiątki przykładów, ale pozostanę przy swoim doświadczeniu. W mozolnych ćwiczeniach na symulatorze wielokrotnie wraz z załogą zabiłem się. Ale przyszła jeden raz okrutna rzeczywistość. Po 10-cio godzinnym locie, niewiele minut przed lądowaniem na moim lotnisku zrobiło się tragicznie. Mgła do samej ziemi, chmury, widzialność 50 m. Do zapasowego lotniska 800 km a paliwa resztki.
Panie Ministrze Macierewicz, nikt mnie nie odpędzał, nikt mi nie zamykał lotniska ale widziałem śmierć w oczach i warunki ponad moje uprawnienia i siły. Myślałem już o straży pożarnej i karetkach. Pierwszy kontakt wzrokowy z ziemią miałem na dziesięciu metrach wysokości, błysnęła zielona lampa progu pasa i centralnej linii. Do portu samodzielnie bez pomocy „Follow me” nie mogłem pokołować. Nie było cudu. tylko wyszkolona załoga po wielu godzinach treningu na symulatorze. Wracający z urlopu w Singapurze, kolega kapitan i mój instruktor, wszedł przed lądowaniem do mojego kokpitu.
Natychmiast został wyproszony. Nikt w takiej sytuacji nie może być w kabinie, w odróżnieniu od tego, co nasi politycy urządzili temu biednemu pilotowi pełniącemu funkcję kapitana TU154. Żałość i rozpacz. Kiedy uderzycie się w piersi?
Polityka PIS w imię idiotycznych i partykularnych fobii pozbawiła pilotów Specpułku ćwiczeń w symulatorze, obniżając bezpieczeństwo lotów w tym lotów z najważniejszymi osobami w Polsce. To był wstęp do katastrofy.
Rok 2008. Prezydent Lech Kaczyński wraz z zaproszonymi gośćmi, prezydentami i premierami, lecieli do Gruzji przez Azerbejdżan. Gruzja była w stanie wojny z Rosją. Dlatego Pan Prezydent akceptuje taką trasę. W trakcie lotu Pan Prezydent zmienia swoją decyzję i poleca kapitanowi zmianę trasy lotu wprost do Tbilisi. Kapitan odmawia, bo nie zezwalają na to przepisy, ponadto gdyby niezidentyfikowany obiekt pojawił się w strefie działań wojennych mógłby być zestrzelony przez Gruzinów lub Rosjan. Mielibyśmy przez głupotę niebywały skandal międzynarodowy i na sumieniu prezydentów i premierów.
Kapitan został obrażony przez Pana Prezydenta, nazwany tchórzem. Po przylocie do Warszawy straszony konsekwencjami. A wystarczyło polecić jednemu z licznych doradców-prawników zajrzeć do prawa lotniczego i naszego AIP. Wtedy kapitan zostałby przeproszony.
Nie posądzam o samodzielny, nierozsądny pomysł samego Prezydenta. W samolocie był odcięty od światowych informacji, a newsy podały, że prezydenci Francji i Rosji lecą aktualnie z Moskwy do Tbilisi w asyście myśliwców. Pewnie jakiś usłużny poddał więc panu Prezydentowi przez telefon przednią myśl zmiany trasy lotu. Po tym zdarzeniu pozostało już w Specpułku niewielu doświadczonych pilotów, którzy chcieli latać z prezydentem. Kapitan nie może odmówić lotu. ale może. np. zachorować. To była kolejna cegła przyłożona do katastrofy.
Na lot do Smoleńska w fotelu kapitańskim zasiadł więc pilot nieposiadający w pełni uprawnień kapitańskich, jak stwierdziła komisja. Opowiem jak to jest w liniach lotniczych. Na przykład jeśli ważność ćwiczeń w symulatorze przeciągnie się nawet o jeden dzień kapitan odmawia lotu. Kapitan odmówił lotu rano w słoneczny dzień do Wrocławia i z powrotem, bo zapomniano wyposażyć kokpit w ręczną, wymaganą instrukcją, latarkę. Ten młody kapitan miał rację. W tym locie mogło np. nastąpić zadymienie kabiny i ta latarka ratowałaby wszystko – odczyty przyrządów.
Składam Jego Magnificencji Rektorowi Politechniki Rzeszowskiej gratulacje. Ten młody pilot od Pana wyszedł, tak jak wielu innych. Dziś latają oni jako kapitanowie w najlepszych liniach świata. Uważam, że gdyby tego młodego pilota Tu154 potraktowano jak w cywilizowanych społeczeństwach, to znaczy uszanowano jego kwalifikacje i decyzje oraz pozostawiono kokpit zamknięty, to po otrzymaniu standardowej informacji o pogodzie z wieży kontrolnej smoleńskiego lotniska i jeszcze bardziej nadzwyczajnej i dodatkowej informacji o godz. 08.24 że „warunków do przyjęcia nie ma”, to kapitan po stwierdzeniu, że na wysokości 100 m nie widzi ziemi i pasa. odleciałby ma lotnisko zapasowe lub postawił samolot w krąg.
Zgodnie z instrukcją wykonywania lotów. I to jest cała wiedza. Jednak chciwość, zarozumialstwo i cynizm możnych polityków zwyciężyły.
Przed wejściem pasażerów na pokład, honorem i przywilejem kapitana jest witanie najważniejszej osoby wraz z małżonką, czyli pana Prezydenta. Odebrał ten przywilej kapitanowi Dowódca Wojsk Lotniczych – generał Błasik. Po prostu pokazał mu jego miejsce i to, że jest tu nikim – poniżające i podłe.
Ja w takiej sytuacji odmówiłbym lotu. Niby niewyobrażalne, ale nie dla tych którzy wiedzą o co idzie, zwłaszcza dla pilotów. Jest to kolejna cegła budująca to nieszczęście. Na 11 minut przed katastrofą kapitan otrzymuje wiadomość że „Pan Prezydent jeszcze nie podjął decyzji co robimy dalej’. To oburzające i paraliżujące oświadczenie. To kapitan ma wiedzieć, co robić i on decyduje! To on odpowiada za życie wszystkich na pokładzie, a nie pasażer, nawet najważniejszy! Kokpit winien być absolutnie sterylny i tylko kapitan może wydawać polecenia.
Tam był po prostu bałagan. Nie wiadomo było, kto dowodził, kapitan nie był w stanie pozbyć się gości (intruzów) z kokpitu, samolot pędził do ziemi, nic nie było widać poniżej nieprzekraczalnych 100 m. Generał, Dowódca Wojsk Lotniczych zamiast wrzasnąć w tym momencie „do góry!” nawet nie wyrzucił i nie uciszył intruzów – horror.
Pan minister Macierewicz z uporem twierdzi, że załoga zamierzała odejść na drugi krąg. Panie Ministrze, już byli tak nisko, że zadziałała instalacja TAWS. „Pull up. terrain ahead”. To paraliżująca informacja, każdy pilot natychmiast ucieka do góry, jeśli zdąży.
A co robi załoga?
Kapitan wycisza sygnalizację zmieniając nastawy wysokościomierza barycznego. tym samym pozbawiając się wskazania wysokości progu pasa – czyste samobójstwo. Robi to po to. aby sygnalizacja przy dalszym zniżaniu mu nie przeszkadzała! Chciał zobaczyć ziemię jak najszybciej przed minięciem radiolatarni. Po prostu na siłę chciał lądować. Naciski na niego, niekoniecznie słowne, były niewyobrażalnie mocne, tak aż uderzyli w ziemię 900 m od progu pasa. Dokładnie, jak przez kalkę w Mirosławcu, gdzie samolot CASA także uderzył 900 m przed progiem, taka sama pogoda.
Jednak informacja od Prezydenta nie była ostatnim ani najmocniejszym ciosem dla kapitana.
Najboleśniej ugodził go kolega-kapitan samolotu JAK40. który kilkanaście minut wcześniej „spadł” na pas w odległości 700 m od progu. Dlaczego spadł? Bo pogoda była już fatalna i zniżając się poniżej dopuszczalnej wysokości 100 m ujrzał ziemię będąc już nad pasem. Nie zgłosił obowiązującej formuły, że widzi pas i prosi o zgodę na lądowanie. Zrobił to bez zgody wieży. Czym to się kończy, dam przykład: podczas identycznej pogody na Teneryfie kapitan B747 otrzymał zgodę z wieży na start i gdy się rozpędzał kapitan drugiego B747 bez zgody wieży wkołował na środek pasa. Wynik – 862 osoby spłonęły.
Pasażerowie rejsu JAK40 winni wygrać ogromne odszkodowania za narażenie ich życia. Otóż kapitan Tu154 zapytał przez radio kolegę- kapitana JAK40 o pogodę. Ten odpowiedział, cytuję: „*****, widać 200-400 m, podstawa chmur 50 m, mnie się udało, możesz próbować”. To jest haniebne. Życie Prezydenta i ponad 90 innych osób to nie rosyjska ruletka, albo się uda albo nie. Winien krzyknąć „Uciekaj jak najszybciej”.
Ten kapitan bryluje teraz na salonach pana ministra Macierewicza i jest jego pupilem. Panie Ministrze, różnimy się. ja też mam swojego guru. Jest nim dr nauk technicznych, emerytowany pułkownik pilot doświadczalny Antoni Milkiewicz. Jako młody oficer-inżynier brał udział w komisji badającej katastrofy naszych IŁ62. Mimo nacisków potężnego ZSRR udowodnił winę producenta siników, narażając tym samym przyszłość swoją i swojej rodziny. Gratuluję Panie Ministrze pupila. Tak rodziła się katastrofa smoleńska, w której wybitny udział mieli politycy karmiący nas kłamstwami. Pomaga im kler. a szczególnie episkopat. Od sześciu lat słyszę z ambon: „Żądamy prawdy”. A ta prawda jest znana.
Nasza znakomicie wykształcona (pozazdrościć może nam wiele państw) komisja badania wypadków lotniczych ogłosiła wyniki. Zapewniam wszystkich, gdyby rozpatrywałaby to najlepsza amerykańska komisja NTSB, to wynik byłby identyczny Jedynie zdjęto by jakąkolwiek odpowiedzialność z pracowników wieży, tak jak zrobił to nasz sąd po katastrofie w Mirosławcu. Ponadto dowiedzielibyśmy się o treści rozmów braci, tak przed katastrofą, jak i w locie do Azerbejdżanu.
Z rozgłośni toruńskiej leje się rzeka bzdur o katastrofie, a „Najważniejszy” orzekł, że jej uczestnicy byli „prowadzeni na specjalne zamordowanie”.
To jest rozpaczliwie chore. Biskup zamyka z błahych powodów nie wiadomo na jak długo nam, wiernym, świątynię – a nie potrafi zareagować, gdy na drugi dzień po tragedii, w środku metropolii, najbardziej katoliccy dziennikarze ogłaszają światu, że Rosjanie dobijali pasażerów. Do dziś nie ma nagany kościoła ani sprostowania i przeprosin. Ja to teraz robię – przepraszam Rosjan. Każdego 10-tego dnia miesiąca na czele z duchownym, z wizerunkiem Chrystusa i Matki Bożej, z flagami narodowymi o napisach niewybrednych i ubliżających Prezydentowi Państwa i Premierowi, odbywają się partyjne wiece i modły o wolną Polskę.
Żadnego biskupa to nie boli Dzisiaj upominają nas i nazywają Targowiczanami. Już zrozumiałem nauki Kościoła. Służy temu. który więcej da lub więcej obieca. Gdzie jest biskup, który mówił „Największą mądrością jest umieć jednoczyć – nie rozbijać”. Tego dzisiejsi pasterze katoliccy nawet nie wspominają. Był to prymas Wyszyński.
Największym naszym wstydem jest zespół pana Macierewicza wraz z jego „profesorami”. Otóż wszystkie komisje świata badające katastrofy lotnicze zaczynają od analizy wyszkolenia i przygotowania załogi, ostatniego wypoczynku, posiłku, sytuacji w pracy, w domu i lotu od samego przygotowania do startu. Panowie w zespole zaczynali od kolejnego wybuchu wskazanego przez guru, tak jakby samolot sam leciał.
Prof. Nowaczyk oświadczył, że samolot był wprowadzony na zły pas. Panie profesorze to nie Frankfurt lub Amsterdam, w Smoleńsku jest tylko jeden pas! Dziwi się Pan, że zwolniono go z Uniwersytetu Maryland, ja dziwię się. że Pana w ogóle przyjęto. Nie wspomnę już o parówkach i różnych puszkach. Proponuję profesorom przed następnymi dociekaniami kupić godzinę lotu na symulatorze z instruktorem. Zapytać instruktora jak zachowują się piloci po sygnale „Puli up”. Podpowiem natychmiast: pełen gaz i do góry.
A co robiła nasza załoga?
Gnała do ziemi nadal, wyłączając sygnalizację. Żal mi bardzo rodzin ofiar po dwakroć. Za stratę bliskich i za drwiny ze strony polityków.
Radziłbym, a szczególnie Pani poseł-mecenas. zapytać pana Prezydenta, pana Sasina, pana Łozińskiego i innych, którzy byli najbliższymi doradcami Prezydenta: jaki dureń z ich otoczenia wymyślił lotnisko Smoleńsk, stare, zdewastowane, nieczynne od dawna lotnisko j wojskowe, mając w pobliżu dwa międzynarodowe, cywilne, czynne i sprawne porty lotnicze!
Jaki skończony dureń wsadził do jednego samolotu tyle ważnych osobistości, zamiast rozlokować w trzech środkach transportu. I nie ubezpieczył ich. Czy to też wina Tuska?
Głosowałem z wielką nadzieją na mojego idola pana Lecha Kaczyńskiego – spokojnego, średniej klasy urzędnika. Zimny prysznic otrzymałem wieczorem jak prezydent elekt zameldował swojemu pierwszemu sekretarzowi wykonanie zadania. Wiedziałem, że będziemy mieli dwóch prezydentów: de jurę i de facto . I tak pozostało.
Było wiele zamachów na carów, bojarów, książąt, króli, papieży i prezydentów mocarstw. Pojedynczo, nie zbiorowo. Nasz Prezydent nie zagrażał nikomu, nie miał armii z bronią nuklearną. Nie był wybitnym mężem stanu, tylko mężem wspaniałej Pierwszej Damy. Nie bywał zapraszany na salony polityczne świata, ani sam nie zapraszał.
Zginął przez cynizm najbliższych, ich chciwość i głupotę Stąd dzisiaj ta żądza wynagrodzenia mu przez stawianie pomników, nazwy placów i ulic, a może wkrótce i miast. Piszę to w wielkim żalu i smutku, bo miałem sentyment do tego człowieka.
Jerzy Grzędzielski
Emerytowany kapitan linii lotniczych
Pilot doświadczalny samolotowy i szybowcowy
Instruktor samolotowy i szybowcowy
Inspektor Wyszkolenia Lotniczego
Oficer rezerwy Wojsk Lotniczych
Nalot w powietrzu ponad 25.000 godzin

Za http://polityczek.pl

https://marucha.wordpress.com/2016/09/1 ... episkopat/
Zobacz macki PIS-owskiej ośmiornicy, nepotyzm i kolesiostwo !
http://misiewicze.pl/lista-misiewiczow

KOSA7
Starszy chorąży sztabowy
Posty: 7985
Rejestracja: 15 cze 2007 11:14
Lokalizacja: SZCZECIN

Postautor: KOSA7 » 01 gru 2016 10:27

Trotyl to nie najważniejsze
Oto jaki jest cel .
Będą badania DNA .
Badania wykażą nieprawidłowości . Bo wiele ciał było w formie mielonki i w poszczególnych trumnach są szczątki wielu osób.
I jedna osoba może być rozczłonkowana w wielu trumnach .
Czyli zdaży się coś oczywistego i naturalnego . Nie do uniknięcia w tamtajszej sytuacji i pośpiechu . Rodziny przecież w rozpaczy domagały się do jak najszybszego powrotu ciał
I te nieprawidłowości będą świetnym paliwem do rozkręcenie na nowo biznesu smoleńskiego
A biznes smoleński ma dwa cele :
1. Zapluć ówczesną władzę , oskarżając ją o brak staranności , ukrywanie prawdy , fałszerstwa itd./ itp.
2. Dać podstawy do kolejnych roszczeń finansowych , za nowe traumy z tego powodu ,że szczątki bliskiego w trumnie były pomieszane z innymi kawałkami .
Oczywiście rozczeniowe będą rodziny pisowskie
Wdowa Gosiewka i Błasik już dały przykład. Domagając się kolejnych milionów .
Zobacz macki PIS-owskiej ośmiornicy, nepotyzm i kolesiostwo !
http://misiewicze.pl/lista-misiewiczow

KOSA7
Starszy chorąży sztabowy
Posty: 7985
Rejestracja: 15 cze 2007 11:14
Lokalizacja: SZCZECIN

Postautor: KOSA7 » 12 cze 2017 14:47

Teorie ekipy Macierewicza

1. Wyciek
Wakacje 2010 r. Fakt jako pierwszy publikuje teorię zespołu, że do katastrofy mógł przyczynić się wykryty i zbagatelizowany przed wylotem „wyciek ze środkowego silnika”. Antoni Macierewicz mówi, że o wycieku nie powiadomiono pilotów. Sprawdzamy w komisji rządowej. Okazuje się, że tą cieczą była woda spływająca na płytę po myciu samolotu. Eksperci Macierewicza nie dają temu wiary.

2. Kontrolerzy i strzały
Wrzesień 2010 r. Macierewicz leci do USA. Tam na spotkaniu z amerykańską Polonią, wysnuwa tezę o możliwym dobijaniu rannych, którzy przeżyli katastrofę. Dowodem mają być tajemnicze strzały, które jego zdaniem słychać na filmie nagranym chwilę po tragedii. Twierdzi też, że to kontrolerzy specjalnie doprowadzili do katastrofy. – Kontrolerzy przed wydaniem wskazówek dla załogi konsultowali się z przełożonymi w Moskwie i pytali, czy mogą zezwolić na lądowanie. Potem kontroler pozwolił zejść na wysokość 50 metrów. Piloci nie mieli już żadnych szans – mówi. Znacznie łagodniejszą wersję tej teorii prezentuje teraz polska prokuratura, ale zespół Macierewicza już nie.

3. Błędne dane i błysk
Październik 2010 r. Zespół Macierewicza dowodzi, że piloci lecący do Smoleńska 10 kwietnia mieli nieaktualne dane potrzebne do lądowania. Przekonują, że piloci lecący z premierem Donaldem Tuskiem 7 kwietnia mieli dane prawidłowe. To miało skazać pasażerów tupolewa na śmierć w połączeniu z tajemniczym błyskiem, którzy widzieli świadkowie, a którym miała być oślepiona załoga samolotu. Kilka tygodni później oskarży rząd Tuska, że od początku dysponował pełnym materiałem dowodowym pokazującym, jak „na rozkaz centrali moskiewskiej ten samolot był naprowadzany na śmierć, a mimo to rząd milczał”.

4. Sztuczna mgła i hel
Kwiecień 2011 r. U boku Macierewicza pojawia się mec. Rafał Rogalski, który reprezentuje kilka rodzin w tym Jarosława Kaczyńskiego. Chce, by prokuratura sprawdziła, czy przed katastrofą tupolewa Rosjanie mogli rozpylić w powietrzu hel. – To mogłoby wyjaśnić obecność mgły oraz szybkie opadanie samolotu – tłumaczy. Potem dodaje, że na długo przed 10 kwietnia strona rosyjska oświadczyła, że o tej porze nad lotniskiem będą mgły. – Mamy tu poszlaki, które mogą wskazywać, że sztuczna mgła była planowana – mówi Rogalski. Kilka lat później broni się, że to Macierewicz wprowadzał go w błąd.

5. Obezwładnienie samolotu
Czerwiec 2011 r. Macierewicz prezentuje „białą księgę”. – Samolot uderzył w ziemię dlatego, że katastrofa nastąpiła na wysokości 15 m nad poziomem pasa – oświadcza. Zapowiada, że za około 1,5 miesiąca przedstawi bezpośrednią przyczynę „obezwładnienia samolotu”. – Z badania komputera pokładowego wiadomo, że wtedy ustało zasilanie i wszystkie mechanizmy tego samolotu przestały działać – powiedział Macierewicz.

6. Dwa wybuchy
7 kwietnia 2012 r. Zespół Macierewicza podsumowuje dwa lata pracy. Już wie, że przyczyną katastrofy były dwa silne wybuchy na pokładzie samolotu – na lewym skrzydle i wewnątrz kadłuba, a nie zderzenie z brzozą. Dowodzić tego mają badania prof. Kazimierza Nowaczyka, prof. Wiesława Biniendy i dr. inż. Grzegorza Szuladzińskiego. Dowodzą też – tym razem już „naukowo” – że brzoza nie mogła złamać skrzydła samolotu. Nie ma jednak wśród nich zgody, czy w ogóle był kontakt z drzewem czy nie (w brzozie tkwią odłamki samolotu).

7. Awaria silników
Luty 2012 r. Macierewicz przekonuje, że zanim rządowy tupolew doleciał do brzozy, była awaria w silnikach. Najpierw w trzecim, a później w pierwszym i drugim. – Doszło do zatrzymania pracy silników w czasie lotu – twierdzi. – Mniej więcej 50 metrów przed przelotem samolotu nad miejscem, w którym miała rosnąć brzoza, rozpoczęły się ponadnormatywne, przekraczające dopuszczalne parametry drgania silnika nr 3. Przeniosły się później na silnik nr 1, a wreszcie na główny, czyli silnik numer 2 – tłumaczy Macierewicz.

8. Parówki i puszka
II konferencja smoleńska w 2013 roku. Dr Andrzej Ziółkowski z Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN prezentuje zdjęcie dwóch parówek pękniętych wzdłuż po zbyt długim gotowaniu. Ma ono obrazować zniszczenia jakie wywołuje „wewnętrzne ciśnienie wywołane eksplozją”, czyli to co stało się w Tu-154M. Prof. Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej jako przykładu używa... puszki po Coca-Coli. Dowodzi, że zwykły upadek samolotu go zgniata, jak drewniany młotek puszkę, a nie doprowadza do jego rozpadnięcia się na drobne kawałki. – Można podejrzewać, że była dobrze przygotowana wielopunktowa eksplozja – wyjaśnił Obrębski.


9. Wybuch w salonce
Kwiecień 2014. Są nowe ustalenia. Do wybuchu doszło w salonce prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ogromna siła rozerwała jej prawą burtę, rozrzucając zwęglone elementy w promieniu kilkudziesięciu metrów – wynika z analiz zespołu Macierewicza. Salonka znajduje się zaraz za kabiną pilotów. Wcześniej wybuch miał rozerwać kadłub w tylnej części, co miało tłumaczyć dlaczego samolot utracił sterowność. A wiele odłamków znaleziono znacznie wcześniej niż miejsce katastrofy.

10. Ładunek na skrzydle
Październik 2015. Prof. Wiesław Binienda, stwierdził na konferencji zorganizowanej w Politechnice Poznańskiej, że ładunek wybuchowy został umieszczony na zewnątrz Tupolewa. „Samolot Tu-154 był wyżej niż 50 metrów nad ziemią w chwili utraty skrzydła. To niemożliwe, by zderzył się z brzozą. Sądzimy, że na skrzydle umieszczono liniowy ładunek wybuchowy” – precyzował w rozmowie z „Polską The Times”.


:evil:
1. Kiedy zostanie przesłuchany przez Prokuraturę J.Kaczyński który twierdził że na pokładzie był wybuch i że na 99 % to był zamach.
2. Kiedy zostanie przesłuchany przez Prokuraturę Macierewicz który twierdził że katastrofę przeżyły 3 osoby.
3. Kiedy zostanie przesłuchany przez Prokuraturę Berczyński który stwierdził że na pokładzie był wybuch termobaryczny.
4. Dlaczego prokurator Pasionek nie zarządził w 2010r sekcji wszystkich zwłok które zostały przywiezione z Rosji do Polski a robi to dopiero teraz ?
5. Dlaczego politycy PIS nie domagali się w 2010r przeprowadzenia w Polsce sekcji zwłok a robią to teraz ?
6. Dlaczego jeszcze nie ma KOMISJI MIĘDZYNARODOWEJ, czyżby kaczynski i macierewicz zrezygnowali ,,ze śledztwa międzynarodowego" zważywszy jak bardzo na nie nalegał gdy rządziło PO ?
7. Co z wrakiem Tupolewa, przecież Kaczynski mówił że to NAJWAŻNIEJSZY dowód i że sprowadzenie wraku stawia sobie za punkt honoru.... ( JEŚLI WOGÓLE ktoś taki jak kaczor ma honor).
Zobacz macki PIS-owskiej ośmiornicy, nepotyzm i kolesiostwo !
http://misiewicze.pl/lista-misiewiczow

KOSA7
Starszy chorąży sztabowy
Posty: 7985
Rejestracja: 15 cze 2007 11:14
Lokalizacja: SZCZECIN

Postautor: KOSA7 » 13 cze 2017 12:16

Wszystkie zamachy Antoniego Macierewicza

Były teorie o sztucznej mgle, rozpyleniu helu nad lotniskiem, obezwładnieniu samolotu na wysokości 15 metrów, a ostatecznie stanęło na wybuchu - w ciągu ponad pięciu lat pracy sejmowego zespołu PiS Antoni Macierewicz i jego współpracownicy ogłosili kilkanaście hipotez przyczyn katastrofy smoleńskiej, czasem wzajemnie ze sobą sprzecznych. W siódmą rocznicę katastrofy eksperci Macierewicza przedstawili najnowszą hipotezę. Czy już ostatnią?
· Najbardziej kontrowersyjne tezy Macierewicza: spisek Tuska z Putinem, by się pozbyć Lecha Kaczyńskiego; trzy osoby przeżyły katastrofę; smoleńskiej brzozy nigdy nie było
· Części spiskowych teorii nie formułował sam Macierewicz, ale zrodziły się w środowiskach bliskich PiS. Tak było choćby z najgłośniejszą tezą, jakoby Rosjanie rozpyli sztuczną mgłę
· Gdy PiS było w opozycji, Macierewicz miał prawo błądzić w swych wersjach dotyczących katastrofy - nie miał wszak narzędzi do weryfikacji tez swych ekspertów
· Pretensje do Macierewicza można mieć o coś innego: za łatwo stawiał najcięższe oskarżenia, nie wycofywał się z absurdalnych teorii i przyciągał mętnych ekspertów
· Naukowcy smoleńscy eksperymentowali na parówkach i puszkach. Pojawiały się tezy, że szczątki samolotu zostały wbite w brzozę już po katastrofie, zaś skrzydło mogło zostać odcięte piłą albo oderwane detonacją
Jest 11 kwietnia 2013 r., trzecia rocznica Smoleńska. Okolicznościowy program Jana Pospieszalskiego "Bliżej" w TVP jest podzielony na dwie części. W pierwszej króluje Antoni Macierewicz, w drugiej - dyskusja publicystów. W ten sposób mijam się z szefem smoleńskiego zespołu PiS. Macierewicz zostaje jednak w studiu, słucha naszej dyskusji o odpowiedzialności ówczesnego premiera Donalda Tuska za Smoleńsk. Po programie podchodzi do mnie wyraźnie nieukontentowany - za mało było we mnie entuzjazmu dla jego tez o spisku Tuska z Rosjanami przeciw prezydentowi Kaczyńskiemu.
- To, co pan mówi publicznie, znaczy ni mniej ni więcej tyle, że Tusk razem z Putinem zamordowali prezydenta - sprowadzam jego wywody do sedna. - Żeby oskarżyć premiera mojego kraju o zdradę stanu - czyli udział w zamachu na prezydenta mojego kraju - potrzebuję dowodów. A pan ich nie przedstawił.
Macierewicz patrzy na mnie swym charakterystycznym, pełnym żaru spojrzeniem. I cedzi: - Ależ to była zdrada stanu, panie redaktorze.
Trzy osoby przeżyły, to wiarygodne
To był czas, gdy Macierewicz i jego ludzie mieli już za sobą najpoważniejsze ekscesy - teorie o sztucznej mgle, rozpyleniu helu nad lotniskiem czy obezwładnieniu samolotu na wysokości 15 metrów. Części tych teorii nie formułował zresztą sam Macierewicz, ale zrodziły się w środowiskach bliskich PiS. Tak było choćby z najgłośniejszą teorią, jakoby Rosjanie rozpyli sztuczną mgłę - tę wersję rozpropagował mec. Rafał Rogalski, w pierwszej fazie śledztwa smoleńskiego adwokat Jarosława Kaczyńskiego.
Bombę helową wymyślił z kolei dr Andrzej Ćwierz, były poseł z zespołu Macierewicza. Naukowcy smoleńscy eksperymentowali na parówkach i puszkach, wywodząc z tego swe teorie przeczące oficjalnej, rządowej wersji katastrofy. Podczas serii konferencji smoleńskich pojawiały się tezy, że szczątki samolotu zostały wbite w brzozę już po katastrofie, zaś skrzydło mogło zostać odcięte piłą albo oderwane detonacją.
Mistrzem kontrowersji pozostawał jednak sam Macierewicz. Dwa dni przed programem Pospieszalskiego podczas spotkania z mieszkańcami Kielc w auli Wyższego Seminarium Duchownego oświadczył: - Po tych blisko trzech latach badań mogę powiedzieć z olbrzymią dozą pewności i prawdopodobieństwa, że relacje o tym, że trzy osoby przeżyły, są wiarygodne. Mamy te informacje z trzech różnych, niezależnych źródeł.
Wkrótce nadeszły kolejne autoryzowane przez niego ekstrawaganckie teorie. Jesienią 2013 r. pojawił się choćby teza jego przyjaciela Chrisa Cieszewskiego - specjalisty od leśnictwa - że uderzenia samolotu w słynną smoleńską brzozę być nie mogło, bo została ona złamana jeszcze przed katastrofą.
Często było tak, że nawet posłowie zasiadający w sejmowym zespole Macierewicza nie orientowali się, jaka teoria jest w danej chwili aktualna.

Trzy grzechy Macierewicza
Gdy PiS było w opozycji, nie miało dostępu do żadnych dowodów ani dokumentów dotyczących Smoleńska. Podczas prac zespołu parlamentarnego Macierewicz i jego eksperci tak naprawdę opierali się głównie na materiałach zawartych w rządowym raporcie szefa MSW Jerzego Millera, a także dokumencie przygotowanym przez rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK).
Miał też Macierewicz nieformalny dostęp do akt śledztw smoleńskich, prowadzonych przez wojskową i cywilną prokuraturę. To dlatego, że taki dostęp miały rodziny związane z PiS i ich adwokaci. Wszystko to nie zmienia faktu, że sejmowy zespół nie miał żadnych możliwości technicznych ani finansowych, by prowadzić realne badania przyczyn katastrofy.
Dlatego też, oczywiście, Macierewicz miał prawo błądzić w swych wersjach dotyczących katastrofy - nie miał wszak narzędzi do weryfikacji tez swych ekspertów.
Pretensje do Macierewicza można mieć o coś innego. Najcięższą przewiną jest łatwe formułowanie ostrych zarzutów - dotyczących zamachu i zdrady stanu przez Donalda Tuska - przy tak nikłej podstawie dowodowej, do której miał dostęp. Smoleńsk był narodową traumą i każde słowo wypowiedziane na jego temat winno mieć mocne uzasadnienie. Brak hamulców z obu stron politycznego sporu doprowadził do tego, że podział w społeczeństwie jest już dziś nie do zasypania.
Po wtóre, przewiną Macierewicza jest także zgłaszanie wciąż nowych przełomowych tez, bez wycofywania się ze starych, co powodowało, że teorie zespołu Macierewicza były często wzajemnie sprzeczne.
Po trzecie wreszcie, Macierewicz niefrasobliwie dobierał ekspertów swego zespołu. Przyciągał wszystkich, którzy czuli ostatnią życiową szansę zdobycia sławy - wielu było u niego emerytowanych naukowców niskiego stopnia z poślednich uczelni albo polonusów, którym zagraniczna kariera ewidentnie się nie udała. Część z nich usiłowała wepchnąć się na afisz, głosząc absurdalne teorie, przez co ośmieszyli katastrofę i jej ofiary.
W ten sposób jedną z twarzy zespołu stał się prof. Jacek Rońda. W kwietniu 2013 r. skłamał w TVP, że ma dokument z Rosji dowodzący, że piloci prezydenckiego samolotu nie zeszli poniżej wysokości 100 m. Przyznał się potem do tego w TV Trwam. - Oni niestety zeszli poniżej 100 metrów. Ja w wywiadzie w TVP trochę zagrałem. To był blef, na tym dokumencie nic nie było.
Po tym happeningu Rońda z radaru Macierewicza zniknął. Do dziś jednak w gronie ekspertów Macierewicz utrzymuje prof. Jana Obrębskiego - to autor eksperymentów na puszkach, który zasłynął swymi barwnymi zeznaniami w prokuraturze. "Już od kilkuletniego chłopca interesowałem się bardzo lotnictwem, modelarstwem lotniczym, nawet zdarzało się, że na święto lotnictwa siedziałem w samolocie bojowym w Białej Podlaskiej" - zeznał. Przekonując, że przyczyną katastrofy była "wielopunktowa, dobrze przygotowana eksplozja" stwierdził, że szczegółów nie zna, bo "nie jest to moją rolą jako inżyniera budowlanego". Dowodził jednak, że "jeżeli chodzi o materiały wybuchowe i skutki ich użycia, to zeznaję, że byłem w wojsku, gdzie miałem do czynienia na przykład z bronią strzelecką, granatami czy środkami strzeleckimi przeciwpancernymi (…). Dodatkowo, jako dziecko oglądałem wybuchające stodoły w czasie pożarów po wojnie".
Mimo to Obrębski trafił po wyborach do podkomisji MON zajmującej się wyjaśnianiem katastrofy.
I właśnie to wszystko, nie zaś sama polemika z oficjalnymi dokumentami Millera oraz prokuratury, rzuca najdłuższy cień na intencje Macierewicza w sprawie Smoleńska.
Zdradzeni o świcie
Pierwszym, fundamentalnym dokumentem stworzonym przez zespół Macierewicza, była "Biała księga smoleńskiej tragedii". Raport stworzony latem 2011 r. rozpoczyna się mottem z Herberta: "...i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie". Wiele z głoszonych później - czasem do dziś - zarzutów Macierewicza bierze swój początek właśnie z "Białej księgi".
Chodzi np. o blokowanie przez rząd PO-PSL przetargu na samoloty dla VIP-ów, awarie Tu-154M po remoncie przeprowadzonym w 2009 r. w Rosji, udział dyplomaty i byłego agenta wywiadu PRL Tomasza Turowskiego w organizacji wizyty, zlekceważenie informacji o nieprzygotowaniu lotniska w Smoleńsku na przyjęcie samolotu z prezydentem, uniemożliwienie przez Rosjan skontrolowania stanu lotniska przez polskich urzędników oraz brak zabezpieczenia wizyty przez BOR i rosyjską Federalną Służbę Ochrony.
Ale w "Białej księdze" znajdowało się też kilka zarzutów fantastycznych. Jednym z nich było "zlekceważenie otrzymanego ostrzeżenia o możliwości porwania statku powietrznego". Szkopuł w tym, że ta informacja Europolu/Interpolu dotyczyła możliwości uprowadzenia samolotu do Iraku.
To właśnie w "Białej księdze" po raz pierwszy został sformułowany zarzut wobec Tuska, że knując z Rosjanami, rozdzielił wizyty swoją i prezydenta w Katyniu. W tej sytuacji wyjazd Lecha Kaczyńskiego nie był wizytą oficjalną, a zatem słabsza mogła być także jego ochrona ze strony Rosjan. "Co najmniej od jesieni 2009 r. polska i rosyjska strona rządowa prowadziły rozmowy i swoistą grę zmierzające do wyeliminowania Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z udziału w katyńskich uroczystościach rocznicowych w kwietniu 2010 roku. Choć już jesienią 2009 r. w rozmowach z przedstawicielami Rosji ustalono, że w kwietniu 2010 roku dojdzie do odrębnej wizyty premierów D. Tuska i W. Putina w Katyniu, to do ostatniej chwili ukrywano to przed opinią publiczną i przed Prezydentem RP (…). Rząd premiera D. Tuska współdziałał z rządem Federacji Rosyjskiej przeciwko Prezydentowi RP Lechowi Kaczyńskiemu i ponosi współodpowiedzialność za sytuację, która przyczyniła się do tragedii smoleńskiej" - napisano w raporcie, który redagowali najbliżsi współpracownicy Macierewicza, czyli Piotr Bączek (dziś szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego), Marcin Gugulski (były rzecznik rządu Jana Olszewskiego, pracownik PiS oraz biura Macierewicza) oraz Bartłomiej Misiewicz (przedstawiać nie trzeba).
Świadomie prowadzili na śmierć
Co do bezpośrednich przyczyn katastrofy, "Biała księga" najmocniej eksponowała wątek, który wraca dziś za sprawą prokuratury - świadomego sprowadzania pilotów na śmierć przez rosyjskich kontrolerów. "Z zeznań złożonych w prokuraturze Federacji Rosyjskiej przez kontrolera lotów ppłk. Pawła Plusnina wynika, że 10 kwietnia 2010 r. świadomie wprowadzał on w błąd załogę Tu-154M nr 101, w czasie rozmów radiowych podając jej znacząco niezgodne z prawdą (dwukrotnie zaniżone) dane meteorologiczne dotyczące widoczności na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj" - zarzucali ludzie Macierewicza. Obwiniali też Plusnina za to, że nie zamknął lotniska.
W dokumencie podkreślano, że załoga tupolewa była błędnie informowana, iż stale znajduje się na kursie i ścieżce - w czasie, gdy samolot znajdował się znacząco nad lub znacząco pod ścieżką.
Macierewicz widział w tym też odpowiedzialność płk. Nikołaja Krasnokuckiego, zastępcy dowódcy bazy lotniczej w Twerze, obecnego 10 kwietnia na wieży w Smoleńsku. Dziś prokuratorzy chcą mu przedstawić zarzut pomocnictwa w prowadzeniu pilotów za śmierć. Macierewicz już w 2011 r. szedł znacznie dalej - sugerował, że Krasnokucki wydawał kontrolerom śmiercionośne rozkazy, wykonując polecenia Moskwy. Wniosek? "Odpowiedzialność za sprowadzenie zagrożenia na Tu-154M nr 101 nad Smoleńskiem ponoszą najwyższe czynniki rosyjskie, które poleciły sprowadzenie polskiego samolotu i nie wydały rozkazu zamknięcia lotniska".
Dziś Macierewicz mówi już inaczej. Twierdzi, że choć kontrolerzy sprowadzali tupolewa na śmierć, to piloci wymknęli się z tej pułapki, zaś bezpośrednie przyczyny katastrofy są inne.
Rzeczywiście, po 2011 r. teorie Macierewicza poszły znacznie dalej.
To był zamach, rosyjski zamach
Opublikowanym w sierpniu 2012 r. raportem "28 miesięcy po Smoleńsku" Macierewicz wytyczył nowe linie smoleńskiej wojny. To tam nie tylko rozwinął oskarżenia wobec Tuska, ale także poddał miażdżącej krytyce raporty MAK i komisji Millera. A co najważniejsze - przedstawił teorię, wedle której Tu-154M nie uderzył w brzozę, tylko rozpadł się w powietrzu.
"Rolę brzozy w katastrofie smoleńskiej zbadał najpełniej prof. Wiesław Binienda z Uniwersytetu w Akron (Ohio, USA). Udowodnił, że nawet gdyby doszło do uderzenia skrzydła w brzozę, to skrzydło przecięłoby drzewo, nie tracąc siły nośnej" - napisano w raporcie. Ale zdaniem Macierewicza do uderzenia w ogóle nie doszło, gdyż tupolew nie zszedł poniżej 18 m. "Katastrofa rozpoczęła się, gdy samolot odchodził na drugi krąg i wzniósł się do wysokości ponad 30 m. Bezpośrednią przyczyną katastrofy były "dwa silne wstrząsy" zarejestrowane przez czujniki przyspieszenia pionowego, a zaprezentowane na wykresach skrzynki parametrów lotu w raportach MAK i Millera bez żadnego komentarza. Ze względu na charakter ich przebiegu musiały być wywołane zewnętrzną, w stosunku do układu samolotu, siłą. (…) Zanotowane wstrząsy były skutkiem eksplozji – prawdziwej przyczyny katastrofy".
To właśnie wówczas otwarcie Macierewicz przedstawił swe teorie zamachowe. "Wiemy już, że bez współdziałania premiera Donalda Tuska z Władimirem Putinem i bez rozdzielenia wizyt katyńskich - do tragedii by nie doszło. Wiemy, że raport Millera jest równie fałszywy, jak raport MAK. I wiemy wreszcie, że jedyną hipotezą wyjaśniającą przebieg wydarzeń jest to, że do rozpadu samolotu doszło na skutek eksplozji w powietrzu i działań osób trzecich. Wciąż jednak nie zgromadziliśmy niezbędnych dowodów, by wskazać wszystkich winnych" - napisał Macierewicz w tym raporcie, by parę stron dalej ostatecznie winnych wskazać: "To strona rosyjska doprowadziła do śmierci Prezydenta Rzeczpospolitej i polskiej elity państwowej. Ale nigdy by do tego nie doszło, gdyby nie współdziałanie rządu Donalda Tuska. To współdziałanie trwa po dziś dzień i ma na celu ukrycie i ochronę sprawców zbrodni smoleńskiej. Odbywa się na naszych oczach i jest świadectwem skali odpowiedzialności premiera Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego, Tomasza Arabskiego, Bogdana Klicha, Jerzego Millera - żeby wymienić tylko najważniejszych współwinnych. Wciąż chronią ich: władza, media, prokuratura".
Macierewicz wycedził: "Bomba!"
W kolejnych dorocznych raportach Macierewicz swe teorie rozwijał. "Tragedia zaczęła się zapewne w odległości ok. kilometra od pasa lotniska około 1 sekundy przed miejscem, gdzie rosła tzw. pancerna brzoza. Kolejno destrukcji ulegały kluczowe mechanizmy i części samolotu (skrzydła, silniki, generatory). Kiedy samolot znalazł się na wysokości 17 -15 metrów nad ziemią, doszło do całkowitej awarii systemu zasilania. Ostatnie eksplozje nastąpiły już nad samą ziemią" - dowodził w 2013 r.
Jesienią 2012 r. w "Rzeczpospolitej" ukazał się głośny tekst "Trotyl na wraku tupolewa", który dowodził, że na szczątkach samolotu prokuratura odnalazła ślady materiałów wybuchowych. Macierewicz atakował prokuraturę, która zaprzeczała wersji gazety. I twierdził, że wiedział to już wcześniej. W raporcie napisał: "Wykrycie na wraku Tu-154M pozostałości materiałów wybuchowych jest tylko dodatkowym dowodem potwierdzającym hipotezę już wcześniej sformułowaną". Rzeczywiście, Macierewicz już wcześniej uwierzył w materiały wybuchowe.
Gdy w marcu 2012 r. przeprowadzono ekshumację polityka PiS Przemysława Gosiewskiego, Macierewicz był w ciągłym kontakcie z mec. Rafałem Rogalskim, który w niej uczestniczył. W ich rozmowach brał udział legendarny amerykański patolog dr Michael Baden, który badał m.in. ciało prezydenta Kennedy'ego i szczątki cara Mikołaja II. Sprowadził go Macierewicz.
Rogalski - który wkrótce poróżnił się z Macierewiczem i stał się wyznawcą oficjalnej, rządowej wersji katastrofy - tak mi potem opowiadał o tych rozmowach: - Próbowaliśmy ustalić mechanizm tak dotkliwych wielonarządowych obrażeń ciała pana Gosiewskiego. Pojawiła się koncepcja uderzenia o fotel. Powiedziałem, że pytałem polskiego biegłego podczas sekcji, czy to możliwe. Ów biegły stwierdził, że obrażenia są zbyt poważne jak na uderzenie w fotel tupolewa. Macierewicz zapytał o to Badena, a ten stwierdził: "Nie można tego wykluczyć. Większość ofiar katastrof lotniczych w USA ginie od uderzenia w fotele". Odpowiedziałem, że najpoważniejszy uraz mógł nastąpić od uderzenia w tępy, twardy przedmiot przy odwróceniu samolotu podwoziem do góry. Macierewicz się zapienił. "Jak to!? Co pan opowiada!? Samolot się nie odwrócił!". Ja na to: "Więc proszę powiedzieć, dlaczego doszło do tak poważnych urazów?". A on patrząc na mnie, najzupełniej poważnie wycedził: "Bomba!".
Ładunek w toalecie prezydenta
Rok później w dokumencie "Cztery lata po Smoleńsku. Jak zginął prezydent" z 2014 r. Macierewicz doprecyzował, że ładunek wybuchowy eksplodował między prezydencką salonką a toaletą. "Salonka została rozerwana nad ziemią – jej fragmenty znaleziono na obszarze o promieniu 30–50 metrów" - dowodził. Ujawnił także, kto dyrygował kontrolerami z Moskwy. "Winę za tragedię ponosi strona rosyjska, zwłaszcza gen. Władimir Benediktow z centrum kontroli lotów pod Moskwą o kryptonimie "Logika", który bezprawnie przejął naprowadzanie samolotu z polskim Prezydentem na pokładzie. Prawdopodobnie to Benediktow jest odpowiedzialny za podawanie przez kontrolerów lotu fałszywych informacji kierujących samolot ku zderzeniu z ziemią".
W ostatnim raporcie - z 2015 r. - Macierewicz wykładał kawa na ławę. "Według danych z rejestratora lotu w połączeniu z obrazami z miejsca katastrofy, lewe skrzydło samolotu zaczęło się rozpadać około 50-70 metrów przed sugerowanym "uderzeniem" w brzozę. Całkowite zniszczenie samolotu było wynikiem serii wybuchów, z których pierwszy zniszczył skrzydło, a następnie kadłub samolotu. Główny wybuch miał miejsce w powietrzu wewnątrz kadłuba (…) i nastąpił w przybliżeniu na jedną sekundę przed pierwszym zderzeniem z ziemią".
Przedstawił przy tym swoisty dekalog argumentów, które miały świadczyć o wybuchu, m.in. utratę zasilania na wysokości 15 metrów nad gruntem i około 70 m przed wrakowiskiem, całkowite zniszczenie struktury samolotu i jego rozpad na tysiące kawałków, charakter obrażeń ofiar, grupy odłamków znajdowane wzdłuż ostatnich kilkuset metrów trajektorii lotu, niektóre z nich noszące ślady działania wysokiej temperatury, a także "stwierdzone podczas badań laboratoryjnych analityczne sygnały materiałów wybuchowych (heksogen, pentryt i trotyl) dla około 150 próbek pobranych z wraku samolotu dwa i pół roku po katastrofie".
Także w kwestii odpowiedzialności za katastrofę Macierewicz przesądzał jednoznacznie: "Nikt bardziej niż władcy Federacji Rosyjskiej nie skorzystał na śmierci Prezydenta Rzeczpospolitej i na eliminacji elity stanowiącej fundament niepodległościowej polityki Polski. Nie ulega przecież wątpliwości, że obecna ekspansja Rosji na Zachód nie byłaby możliwa, gdyby żył Prezydent Kaczyński i gdyby kontynuowana była Jego linia polityczna. Dla racjonalnie myślących Polaków było to oczywiste od samego początku".
Prawica zgrzyta zębami
Po wyborach jesienią 2015 r., gdy PiS przejęło władzę, Macierewicz został szefem MON i ze swych ekspertów stworzył własną, rządową podkomisję smoleńską. Z kontrowersyjnych tez nie zrezygnował. Nawet na prawicy ze zgrzytaniem zębów przyjęto inspirowane przez Macierewicza publikacje "Gazety Polskiej", wedle których ekshumacja pary prezydenckiej udowodniła, że tupolew uderzył w ziemię kołami, a nie w pozycji odwróconej - co fundamentalnie podważałoby dotychczasowe ustalenia przebiegu katastrofy. "Jak mógł uderzyć kołami, skoro rozpadł się w powietrzu?" - zżymali się prawicowcy.
Z kolei we wrześniu minionego roku Macierewicz mówił w "Rzeczpospolitej": - Wkrótce ujawnimy nowe nagrania załogi tupolewa, które dotąd nie były znane.
Gdy w połowie listopada wyrzuciłem mu to podczas kolejnej polemiki po telewizyjnym programie, oznajmił, że nagrania są i że je ujawni. Nie ma ich do dziś.
W siódmą rocznicę katastrofy, podkomisja MON zaprezentowała taką wersję przyczyn katastrofy, która potwierdziła główne tezy opisane wcześniej w raportach Macierewicza. Wskazała na błędne naprowadzanie przez rosyjskich kontrolerów, dowodziła też, że samolot rozpadł się w powietrzu - a zatem, że doszło do wybuchu. A wybuchła prawdopodobnie bomba termobaryczna.
To wersja na dziś. Ale czy na jutro?
Zobacz macki PIS-owskiej ośmiornicy, nepotyzm i kolesiostwo !
http://misiewicze.pl/lista-misiewiczow

ziomo
Sierżant
Posty: 43
Rejestracja: 08 sie 2017 14:49

Re: SMOLEŃSK - zginęli czy polegli, katastrofa czy zamach ?

Postautor: ziomo » 18 sie 2017 12:37

Szczerze mówiąc, to już od pierwszego dnia myślałem, że jest bardzo mało prawdopodobne, by to był wypadek.

KOSA7
Starszy chorąży sztabowy
Posty: 7985
Rejestracja: 15 cze 2007 11:14
Lokalizacja: SZCZECIN

Re: SMOLEŃSK - zginęli czy polegli, katastrofa czy zamach ?

Postautor: KOSA7 » 30 wrz 2017 12:49

Były ekspert Antoniego Macierewicza, profesor Jacek Rońda przegrał właśnie proces ze swoim pracodawcą, Akademią Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Profesor znany jest z tego, że nigdy nie widział wypadku lotniczego. Nie przeszkadzało mu to opowiadać o katastrofie prezydenckiego tupolewa rozmaite brednie.

W 2013 roku o profesorze Rońdzie, ówczesnym doradcy naukowym zespołu parlamentarnego ds. zbadania katastrofy smoleńskiej, było nadzwyczaj głośno. Na tyle głośno, że „Newsweek” postanowił przybliżyć Polakom tę, dość szczególną, postać polskiej nauki. Profesor, na co dzień wykładowca w Katedrze Informatyki Stosowanej i Modelowania Wydziału Inżynierii Metali i Informatyki Przemysłowej AGH, okazał się zaskakująco wylewny.

Nigdy nie zapomnę jego barwnych wypowiedzi na temat źródeł, z których czerpie swoją wiedzę o katastrofie pod Smoleńskiem. Wie skąd? Mówił to już wcześniej lokalnej dziennikarce: cenne mikrofilmy zostawiają dla niego „odpowiedni ludzie w odpowiednim czasie”. Gdzie? Na jednym z krakowskich targów. Na straganach u przekupek. Między jajkami. Z dużą swadą opowiadał też „Newsweekowi” jak to zapisał się do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej po to, by rozsadzić organizację od środka. Ostatecznie w 1983 roku wyemigrował z Polski, pracował na uczelniach technicznych, m.in. w Hamburgu i Kapsztadzie.

Do Polski wrócił kilkanaście lat temu. Dostał pracę w AGH. Miał szczęście, uczelnia akurat szukała specjalisty od modelowania procesów spawania. Mniej szczęścia mieli studenci, na egzaminach Rońda wzbudzał popłoch. Złapanych na ściąganiu zamieniał w konserwatorów powierzchni płaskich. Do lokalnych gazet wyciekł nawet wzór deklaracji, którą Rońda wymuszał na żakach: „Ja, niżej podpisany, zobowiązuję się zamiatać liście przed wydziałem, odgarniać śnieg, a także sprzątać pety z terenów (...) oraz odklejać gumy do żucia spod ławek (...). Z poważaniem, przestępca”.


Pięć lat temu Jacek Rońda objawił się jako specjalista od wypadku samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem. Zasiadł na stołku przewodniczącego prezydium Komitetu Naukowego Konferencji Kompletnie Smoleńskiej. Antoni Macierewicz, dzisiejszy minister obrony narodowej piał z zachwytu nad horyzontami i kompetencjami Jacka Rońdy.

Dokument, który nie istniał

Schody w smoleńskiej karierze profesora (powszechnie zwanego ekspertem Macierewicza) pojawiły się w połowie 2013 roku, gdy został zaproszony do programu Piotra Kraśki, wtedy jeszcze publicysty TVP. W rozmowie uczestniczył również profesor Paweł Artymowicz, lotnik i fizyk z Uniwersytetu w Toronto. W pewnym momencie Rońda stwierdził, że prezydencki tupolew nigdy nie zszedł poniżej 100 metrów. Swoje rewelacje opierał na sekretnym dokumencie z Rosji, który kupił na rynku, bo... ma swoje dojścia. Artymowicz i Kraśko ze zdumienia prawie zdębieli. Kilka miesięcy później profesor został zaproszony do telewizji TRWAM. I powiedział, że niestety, piloci zeszli poniżej 100 metrów. – Byli gdzieś na wysokości pomiędzy 50 a 60 metrów – ciągnął. Po czym oznajmił, że rosyjski dokument był blefem. W rzeczywistości nie istniał.
Myślowe eksperymenty mechanika

Wybuchł skandal. Spora część publicystów i naukowców uznała, że za sprawą Rońdy eksperci Antoniego Macierewicza całkowicie się ośmieszyli. W rozmowie z „Newsweekiem” profesor próbował zbagatelizować sprawę. Nagle przestało mieć dla niego znaczenie, na jaką wysokość zeszli piloci. Ważniejsze, że na pokładzie TU–154 nastąpił wybuch. Tego profesor był pewien. Skąd ta pewność? Rońda doszedł do takich wniosków na podstawie „myślowych eksperymentów mechanika”. Profesor wsławił się także komentarzem na temat eksperymentu podpułkownika Roberta Benedicta, wtedy członka rządowej komisji badającej katastrofę. Zdaniem profesora Benedict „leciał nad Powązkami, gdzie znajdują się groby ofiar katastrofy, na swoim samolocie bardzo lekkim ze sklejki i brezentu. Spowodował ścięcie latarni (...) i nie odpadło od samolotu nic".

Pismo „Przegląd Lotniczy” wypunktowało potem, że na wypowiedź eksperta Macierewicza składa się z dziesięciu nieprawdziwych stwierdzeń. Począwszy od tego, że samolotem zbudowanym z kompozytu nie leciał Benedict, lecz inny pilot, do wypadku nie doszło w pobliżu Powązek, bo obok lotniska Babice. Samolot został poważnie uszkodzony, pilot o mało nie pożegnał się z życiem. Środowisko pilotów tamtą wypowiedź Rońdy uznała za haniebną.
Dobre imię i godność pracownicza

Co na to wszystko władze AGH? W końcu nie wytrzymały. Wydały oświadczenie: profesor Rońda nie jest specjalistą „w zakresie badania przyczyn katastrof lotniczych”. Sprawa trafiła do Uczelnianej Komisji Etyki.

– Wiele razy próbowaliśmy przekonać profesora, by zrezygnował z wypowiadania się na tematy, na których się nie zna – tłumaczył później w rozmowie z „Newsweekiem” profesor Maciej Pietrzyk, szef katedry, w której pracował Rońda. Koniec końców ekspert Macierewicza został zawieszony w działalności dydaktycznej przez Akademię Górniczo–Hutniczą za kłamstwa w sprawie smoleńskiej. Jacek Rońda nie dał jednak za wygraną, wybrał się do kancelarii adwokat Małgorzaty Wasserman, w imieniu naukowca obecna posłanka PiS złożyła pozew do sądu przeciwko AGH.

Pierwszy wyrok, w marcu tego roku, wydał krakowski Sąd Okręgowy. Uznał, że decyzja uczelni o zawieszeniu Rońdy w pełnieniu obowiązków dydaktycznych była niezgodna z prawem i nieuzasadniona. Nakazał rektorowi AGH, profesorowi Tadeuszowi Słomce przeprosić Jacka Rońdę za pośrednictwem mediów. Za co? Za naruszenie profesorskiego dobrego imienia i godności pracowniczej. Ekspert Macierewicza już witał się z gąską, gdy nieoczekiwanie, pod koniec września Sąd Apelacyjny w Krakowie (po odwołaniu się od wyroku przez AGH) w całości oddalił powództwo profesora. Więcej, zasądził od Rońdy na rzecz uczelni koszty procesu.
Wszystko jest możliwe

– Nie ukrywamy, że jesteśmy zadowoleni z prawomocnego wyroku sądu – przyznaje Anna Żmuda-Muszyńska, rzeczniczka prasowa AGH. – Oznacza on, że rektor nie będzie musiał przepraszać profesora Rońdy. Rzeczniczka przypomina, że decyzja rektora o zawieszeniu w pracy dydaktycznej wykładowcy miała być jasnym sygnałem, że AGH nie toleruje w środowisku naukowym łamania norm etycznych. A kłamstwo, nawet wtedy, gdy ktoś go nazwie go niewinnym blefem, jest złamaniem etyki.

Tymczasem profesor Jacek Rońda odzyskał wszystkie prawa, jakie przysługują pracownikom naukowym. Od października znów może wykładać i egzaminować studentów. Czy będzie ich, jak dawniej, zmuszał do sprzątania liści, „petów” i odklejania gumy do żucia spod ławek? Znając horyzonty i kompetencje profesora, wszystko jest możliwe.
Zobacz macki PIS-owskiej ośmiornicy, nepotyzm i kolesiostwo !
http://misiewicze.pl/lista-misiewiczow

BRATEK
Starszy sierżant sztabowy
Posty: 299
Rejestracja: 21 maja 2015 10:20

Re: SMOLEŃSK - zginęli czy polegli, katastrofa czy zamach ?

Postautor: BRATEK » 04 paź 2017 16:11

Świadek z MSZ: Rosjanie mówili, by nie lądować w Smoleńsku

Strona rosyjska przekonywała stronę polską, by delegacje udające się na obchody rocznicy Zbrodni Katyńskiej nie lądowały w Smoleńsku - zeznał świadek z MSZ na procesie Tomasza Arabskiego, b. szefa kancelarii premiera.

Ze "względów logistycznych" strona polska była zainteresowana tym, by lądować na tym lotnisku - dodał świadek Stanisław Ł., ówczesny naczelnik wydziału wschodniego departamentu konsularnego MSZ.

:mrgreen:
Morał jest z tego taki, że na pokładzie doskonale wiedziano dokąd samolot leci, do jakiego kraju, jakie są warunki techniczne lotniska, jaka panuje pogoda, kto zasiada w tzw. wieży lotniskowej a nie byli to bracia Węgrzy od Orbana! Dodatkowo dowództwo powinno sobie zdawać sprawę ze stanu wyszkolenia załogi na okoliczność lądowania w dennej widoczności... a mimo tego podjęto desperacką próbę podejscia łamiąc wszelkie minima pogodowe ryzykując życie pasażerów....
Czy ktoś wtedy pamiętał lekcję po katastrofie w Mirosławcu?
Kaczyński robi z Polski wysyPISko śmieci !

miki331
Podporucznik
Posty: 15805
Rejestracja: 02 maja 2006 13:08
Lokalizacja: Gliwice

Re: SMOLEŃSK - zginęli czy polegli, katastrofa czy zamach ?

Postautor: miki331 » 05 paź 2017 15:40

Jeśli nie było zamachu to cała ta sekta hien smoleńskich nie ma racji bytu i jako organizacja przestępcza powinna byc zdelegalizowana i każdy powinien być ścigany listem gończym

KOSA7
Starszy chorąży sztabowy
Posty: 7985
Rejestracja: 15 cze 2007 11:14
Lokalizacja: SZCZECIN

Re: SMOLEŃSK - zginęli czy polegli, katastrofa czy zamach ?

Postautor: KOSA7 » 16 paź 2017 11:42

Polska wstrzymała oddech. Macierewicz ma NAGRANIE eksplozji w Smoleńsku :cry:

Zdaniem ministra obrony narodowej, Antoniego Macierewicza wszystko jest już jasne. Podkomisji zajmującej się ponownym zbadaniem okoliczności katastrofy smoleńskiej udało się znaleźć fragment nagrań rejestrujący moment eksplozji.

To zdaniem Macierewicza wszystko, czego podkomisja potrzebowała aby wyjaśnić tajemnicze okoliczności katastrofy smoleńskiej. „Wtedy ustaliliśmy, że doszło do eksplozji, która ostatecznie samolot zniszczyła – to sprawa zasadnicza, bo jest jeszcze wiele dodatkowych szczegółów. Obecnie wiemy dużo więcej. Znaleźliśmy w zapisie jednego z rejestratorów moment eksplozji – został zidentyfikowany. Zajmujemy się obecnie jego analizą i wykluczeniem wszystkich możliwości innej interpretacji tego elektronicznego zapisu” – dodawał minister obrony.

Obrazek
:oops:
Zobacz macki PIS-owskiej ośmiornicy, nepotyzm i kolesiostwo !
http://misiewicze.pl/lista-misiewiczow


Wróć do „Hyde Park”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości