Złoty Pociąg - kontynuacja

luźne dyskusje inwestorów
Martyr
Kapitan
Posty: 40308
Rejestracja: 16 cze 2007 15:52
Lokalizacja: z Ł3

Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: Martyr » 18 lip 2021 19:44

Poprzedni wątek nie wiedzieć czemu został wycięty przez moderów :shock:
Zatem dla pasjonatów poszukiwaczy skarbów powołuję do życia jego kontynuację.
Obrazek Lubię sobie jebnąć posta.


Martyr
Kapitan
Posty: 40308
Rejestracja: 16 cze 2007 15:52
Lokalizacja: z Ł3

Re: Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: Martyr » 18 lip 2021 19:52

Niedługo mają być kontynuowane prace przy odnalezionym na dnie Bałtyku parowcu Karlsruhe.
Nurkowie ruszą na poszukiwanie zaginionych dzieł z Bursztynowej Komnaty.

Nurkowie ze stowarzyszenia Baltictech są już gotowi, by rozpocząć poszukiwania zaginionych dzieł z legendarnej Bursztynowej Komnaty. Pod koniec maja 12-osobowa grupa polskich nurków spędzi dziesięć dni na wybrzeżu Bałtyku w okolicach Gdańska. Będą badać wrak parowca Karlsruhe, zatopionego na początku 1945 r., który został znaleziony we wrześniu ubiegłego roku.
https://podroze.onet.pl/aktualnosci/bur ... el/fzwjfrp
Ekipa polskich nurków zlokalizowała na dnie Bałtyku wrak zatopionego w kwietniu 1945 r. parowca “Karlsruhe”. Statek zatonął przewożąc ewakuowanych z Prus Wschodnich Niemców oraz ładunek. Odkrywcy wraku zastanawiają się, czy w ładowni nie ma Bursztynowej Komnaty.

O zlokalizowaniu wraku poinformował w środę polski nurek Tomasz Stachura, który prowadził zakończone sukcesem poszukiwania wraz z grupą nurkową z Trójmiasta “Baltictech” zajmującą się badaniem bałtyckich wraków.

Parowiec “Karlsruhe” został zatopiony wiosną 1945 r. w drodze z Piławy (dzisiejszy Bałtijsk) – portu obsługującego ówczesny Królewiec (dziś Kaliningrad) – do Niemiec. Jak poinformował Stachura, wrak statku odnaleziono na dnie Bałtyku kilkadziesiąt kilometrów na północ od Ustki. – Spoczywa na głębokości 88 metrów. Jest praktycznie nietknięty. W jego ładowniach odkryliśmy pojazdy wojskowe, porcelanę oraz wiele skrzyń z nieznaną, jak na razie, zawartością – poinformował nurek.

Dodał, że zlokalizowanie wraku “może dostarczyć przełomowych informacji w sprawie zaginięcia legendarnej Bursztynowej Komnaty”. – To właśnie w Królewcu Bursztynowa Komnata była widziana po raz ostatni. Stamtąd też w swój ostatni rejs z dużym ładunkiem wypłynął parowiec “Karlsruhe” – podkreślił Tomasz Stachura.

Trzy lata poszukiwań

Jak dodał, poszukiwania wraku “Karlsruhe” trwały około roku. Wyjaśnił, że prowadzący je zespół był w posiadaniu raportów radzieckich pilotów, którzy w 1945 r. przeprowadzili atak na parowiec zatapiając go. – Ale oni podali aż pięć różnych pozycji, których rozrzut wynosił prawie 20 mil – powiedział Stachura. Wyjaśnił, że zespół znał jednak mniej więcej trasę, którą poruszały się statki ewakuujące Niemców z Prus Wschodnich i dysponował rybackimi mapami zawierającymi lokalizację zalegających na dnie Bałtyku różnego rodzaju przeszkód, w tym wraków.

Stachura dodał, że na podstawie wszystkich posiadanych danych zespół poszukiwawczy wytypował kilkadziesiąt pozycji wartych sprawdzenia. – W kwietniu tego roku przy pomocy echosondy zbadaliśmy wszystkie te pozycje znajdując 22 obiekty. Tylko jeden z nich swoimi rozmiarami niemal dokładnie odpowiadał parowcowi – poinformował Tomasz Stachura.

Mamy pewność, że znaleźliśmy wrak “Karlsruhe”

Wyjaśnił, że w czerwcu i wrześniu zespół poszukiwawczy przeprowadził trzy nurkowania, w czasie których wykonano dokumentację fotograficzną i filmową wraku. – Bardzo dobrze znaliśmy szczegóły konstrukcyjne parowca “Karlsruhe”, w tym umiejscowienie komina, kotwice, śruby, bulaje. Wszystkie się zgadza. Mamy pewność, że znaleźliśmy jego wrak – podkreślił Stachura.

Dodał, że wrak tonął w pozycji pionowej, uderzył dziobem w dno (pozostawiło to na dziobie zniekształcenia przypominające harmonijkę), po czym osiadł na stępce. – Stoi bardzo równo. Jednak uderzenie spowodowało, że cały ładunek, jaki znajdował się na jednostce, przesunął się do przodu i znalazł się w dużym nieładzie: samochody, skrzynie – wszystko jest skotłowane – powiedział Stachura.

Wyjaśnił, że poszukiwacze chcieliby kontynuować badanie wraku, choć będzie to bardzo trudne, bo leży on w dużej odległości od brzegu i bardzo głęboko. – Bardzo chcielibyśmy zbadać lepiej ładownie, które częściowo znajdują się pod mułem – powiedział Stachura.

Ucieczka okrętu w pośpiechu

“Historia i dostępne dokumentacje wskazują, że niemiecki parowiec “Karlsruhe”, w wielkim pośpiechu i z dużym ładunkiem opuszczał port (w Piławie), po tym jak Niemcy musieli ewakuować Królewiec. To wszystko zebrane w całość pobudza ludzką wyobraźnię. Odnalezienie niemieckiego parowca oraz skrzyń z nieznaną na chwilę obecną zawartością, spoczywających na dnie Bałtyku może być znaczące dla całej historii” – powiedział cytowany w komunikacie Tomasz Zwara – nurek i członek ekipy Baltictech.

Jak poinformował Stachura, SS “Karlsruhe” został zbudowany w stoczni w Bremerhaven w 1905 r. Parowiec liczył sobie 66,3 m długości, nieco ponad 10 metrów szerokości, a jego wyporność wynosiła 897 ton.

W 1945 r. “Karlsruhe” brał udział w operacji Hannibal, czyli morskiej ewakuacji niemieckich mieszkańców z terenów Prus Wschodnich. W tej samej operacji uczestniczyły też m.in. – również zatopione w czasie tej samej operacji – statki “Wilhelm Gustloff”, “Goya” i “Steuben”.

Ostatni rejs

“Karlsruhe” w swój ostatni rejs wyruszył 12 kwietnia 1945 r. Płynął z Piławy do Niemiec. – Na pokładzie było 150 żołnierzy pułku “Herman Gornig”, 25 robotników kolejowych oraz 888 uchodźców. Wraz z załogą łącznie 1083 osoby. Statek zabrał również 360 ton “towarów zwrotnych” w nierównych skrzyniach oraz pojazdy wojskowe. Pod Helem utworzony został konwój składający się z 4 frachtowców i 3 trałowców. Konwój ten opuścił redę Helu 12 kwietnia wieczorem poinformował Stachura.

– Nad ranem 13 kwietnia “Karlsruhe” został wykryty przez radzieckie samoloty, które zaatakowały go, a następnie zatopiły. Statek zatonął w ciągu 3 minut wraz z całym ładunkiem. Uratowano około 100 osób. Miejsce spoczynku wraku do niedawana było nieznane – dodał.

Bursztynowa Komnata – sala wyłożona sześcioma tonami pięknie obrobionego bursztynu i włoskimi mozaikami była prezentem, jaki w 1716 roku rosyjski car Piotr I otrzymał od cesarza Prus Wilhelma I. W 1755 roku bursztynowe arcydzieło ozdobiło Pałac Jekatierinski w letniej rezydencji carów w Carskim Siole niedaleko Petersburga. Zrabowana w 1941 roku przez Niemców, do końca wojny była przechowywana w Królewcu. Stamtąd w 1945 roku wywiozły ją wycofujące się przed Armią Czerwoną wojska niemieckie i wszelki ślad po niej zaginął. Do dziś krążą na temat jej losu różne, często fantastyczne, opowieści.
https://portalstoczniowy.pl/wiadomosci/ ... z-polakow/
Obrazek Lubię sobie jebnąć posta.

eryk7
Kapitan
Posty: 40544
Rejestracja: 06 cze 2006 12:36
Lokalizacja: Galicja,piękne strony!

Re: Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: eryk7 » 18 lip 2021 19:56

KOMU PRZESZKADZAŁ :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll:
Nazywanie kogoś idiotą nie jest obelgą tylko diagnozą.
Nie doradzam,mam swoje zdanie.
Kontrowersje są porównaniem ludzkich umysłów.
Nigdy nie wiesz co przyniesie los.
Polityka to syf !

Martyr
Kapitan
Posty: 40308
Rejestracja: 16 cze 2007 15:52
Lokalizacja: z Ł3

Re: Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: Martyr » 18 lip 2021 20:01

Złoto Wrocławia jest ukryte w Kamiennej Górze w Lubaniu? Pasjonaci podążają tym tropem.

Kamienna Góra to wzniesienie w Lubaniu. Podczas II wojny światowej wybudowano tutaj schron przeciwlotniczy oraz, prawdopodobnie, szpital polowy. Jego istnienie odkryto w 2011 roku. To jednak nie koniec niespodzianek, które może skrywać to tajemnicze miejsce.
Lubańską Kamienną Górę od przeszło dekady bada grupa pasjonatów. Właśnie rozpoczęto prace w terenie. Czy w jednym z pomieszczeń uda się znaleźć zawartość ciężarówki ze
Koordynatorem projektu tego niezwykłego projektu jest Sebastian Terenda. On i kilkanaście innych osób każdego dnia poszukiwaniom poświęca wiele godzin.

Jakie skarby skrywa Kamienna Góra w Lubaniu?

- Obiekt wykuty jest w bazaltowej, powulkanicznej górze. To skarb geologiczny na skalę europejską, a może i światową, bo nigdzie takich podziemi nie ma. Bazalt to bardzo twarda skała, niełatwo poddaje się obróbce, więc nikt nie podejmuje się takich eksperymentów. Niemcy nie robili chodników górniczych, żeby wydobywać kamień. To był podziemny kompleks, stworzony na potrzeby militarne. Na początkowym etapie prac, co widać po szkicu projektowym, planowano wybudowanie schronu przeciwlotniczego, ale na pierwszy rzut okaz widać, że ten obiekt jest na to za duży. Tunel na odcinku wykłutym w litym bazalcie ma wielkość 3 metrów na 3 metry, więc jest ogromny. Specjalnie tak to opisano, żeby odwrócić uwagę i zainteresowanie ludzi tym miejscem. - tłumaczy Sebastian Terenda.

Lubański bazalt i jego tajemnice.

Podziemia Kamiennej Góry są ciekawe również pod względem historycznym. Informacje, którymi dysponuje archiwum miejskie niewiele mówią o tym miejscu, ale grupie udało się natrafić na ciekawe tropy.
- Ten obiekt jest zagadkowy. Do dziś nie wiadomo po co drążono tunel. Jeśli Niemcy cokolwiek w nim zostawili, to na pewno nie po to, żeby się tym chwalić. Mamy kilka wskazówek, sugerujących że coś zostało tam ukryte, bo wejścia są dobrze pozabezpieczane. Myślę, że komuś zależało na tym, żeby tu wrócić. - tłumaczy Terenda.
Przygoda z Kamienną Górą rozpoczęła się dla grupy poszukiwawczej już w 2011 roku. Członek stowarzyszenia, Tomasz Bernacki, przez przypadek trafił na szkic w archiwum. Kalka techniczna, która znalazła się w jego rękach zapoczątkowała badania zakrojone dziś na szeroką skalę, a później współpracę z czasopismem "Odkrywca". Na pierwszym etapie prac pozyskano wszystkie legalne pozwolenia. Później zaczęto badać to miejsce wspólnie z firmą z Bolesławca, zajmującą się odwiertami.

- Początkowo nikt nie chciał nawiązać z nami współpracy z uwagi na to, że bazalt to jedna z najtwardszych skał. Pan Jacek Kielar, pasjonat historii, zgodził się wywiercić dla nas otwory, przez które wpuściliśmy sondy. Najciekawsze, że w trakcie prac odkryliśmy jedyny ślepy chodnik w całym kompleksie, który widać na szkicu. Wygląda tak, jakby miał pełnić rolę magazynu w czasie, np. bitwy lubańskiej. Jest tam tylko jedno wejście, więc nie mogli w nim przebywać ludzie. Znaleźliśmy tam tory, wózki, rury do prowadzenia sprężonego powietrza. Później chcieliśmy ustalić, jakie będą potencjalne koszty wejścia i eksploracji obiektu, więc próbowaliśmy przysunąć jak najbliżej wejścia. Zrobiliśmy odwierty, dzięki którym zobaczyliśmy kawałek drewnianej zabudowy, ale natrafiliśmy też na betonową ścianę, której nie było na szkicu. To było nam potrzebne do ustalenia kosztorysu, bo w prace odkrywcze będzie zaangażowanych wiele osób z różnych branż. - wyjaśnia Terenda.

Na miejscu będą obecni budowlańcy, archeolog, a później górnicy oraz zaprzyjaźniony patrol saperski z Bolesławca. Obiekt z okresu II wojny światowej może kryć w sobie różne niespodzianki. Potrzebny będzie też elektryk, który poprowadzi kable, bo podziemny bazalt jest czarny jak węgiel, więc przy braku dobrego oświetlenia niewiele tam widać.

Czy Kamienna Góra to drugi "złoty pociąg"?

- Złoto ładnie brzmi, a jak je spakujemy w pociąg, to wyobraźnia ludzka nie zna granic. Ta legenda ładnie się napędziła. Ludzie w Wałbrzychu nocowali w namiotach wokół ogrodzenia. Szybko okazało się, że niczego tam nie znaleziono. Nie chcę bawić się w jakieś spekulacje. Każdy przedmiot historyczny będzie miał dla nas ogromną wartość. Nikt nie był w podziemiach od początku maja 1945 roku. Już 76 lat minęło od tego czasu. To, co mnie najbardziej frapuje to fakt, że wszystkie wózki stoją na skrzyżowaniach z bocznymi chodnikami. Nie stoją przypadkowo w ciągu, jak to zwykle bywa. To wskazuje na to, że Niemcy mogli tam coś ukryć. Mogą być to dokumenty, rzeczy muzealne lub artefakty z okolicznych zamków. Złoto Wrocławia to nie jest mit, więc niewykluczone, że część jego zawartości znajduje się w środku. - wyjaśnia Terenda.

Lubań to niewielkie miasteczko i dużą zagadką pozostaje także, dlaczego pod koniec wojny, bitwa o to miejsce trwała tak długo. Do walk skierowano specjalne oddziały, które można było wysłać do Berlina, a zamiast tego broniły Lubania.
- Zaangażowano wojska w tak dużą operację nie bez powodu. Czy to był czas do pochowania depozytów z okolicznych zamków? Najprawdopodobniej tak. Wszystko wygląda na to, że za wszelką cenę chciano utrzymać to miejsce i kupić sobie czas. - dodaje Terenda.

10-letnia praca się opłaca.

Przedsięwzięcie, zainicjowane przez grupę, jest zakrojone na szeroką skalę. Sebastian Terenda tłumaczył, że próba wejścia do obiektu to tylko kropla w morzu finansowych potrzeb. Do współpracy zaproszono górników z KGHM. Stowarzyszenie Miłośników Górnych Łużyc ma nadzieję, że uda się dostosować podziemia do ruchu turystycznego. Kopalnia dołożyła do inwestycji 100 000 zł. Taką samą kwotę podarował burmistrz Lubania. Do tej pory udało się zebrać niemal 300 000 zł, ale potrzebne są dodatkowe fundusze.

- Te pieniądze są potrzebne na tym etapie prac. Nigdy nie wiadomo, co nas zaskoczy. Teraz przygotowujemy teren, udrażniamy odpływy, ogradzamy plac zabaw. - dodaje Terenda.
https://gazetawroclawska.pl/zloto-wrocl ... 1-15708150
Obrazek Lubię sobie jebnąć posta.

Martyr
Kapitan
Posty: 40308
Rejestracja: 16 cze 2007 15:52
Lokalizacja: z Ł3

Re: Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: Martyr » 18 lip 2021 20:04

KOMU PRZESZKADZAŁ :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll:
A uj wi, nie mam pojęcia, wszak nie tak dawno wycięli wątek sportowy.
Ale wątków, w którym piorą się po mordach przeciwnicy polityczni jakoś nigdy nie usuwają :evil: :roll:
Obrazek Lubię sobie jebnąć posta.

eryk7
Kapitan
Posty: 40544
Rejestracja: 06 cze 2006 12:36
Lokalizacja: Galicja,piękne strony!

Re: Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: eryk7 » 18 lip 2021 20:05

KOMU PRZESZKADZAŁ :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll:
A uj wi, nie mam pojęcia, wszak nie tak dawno wycięli wątek sportowy.
Ale wątków, w którym piorą się po mordach przeciwnicy polityczni jakoś nigdy nie usuwają :evil: :roll:
ZOBACZYMY NAPISAŁEM DO ADMINA :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll:
Nazywanie kogoś idiotą nie jest obelgą tylko diagnozą.
Nie doradzam,mam swoje zdanie.
Kontrowersje są porównaniem ludzkich umysłów.
Nigdy nie wiesz co przyniesie los.
Polityka to syf !

Martyr
Kapitan
Posty: 40308
Rejestracja: 16 cze 2007 15:52
Lokalizacja: z Ł3

Re: Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: Martyr » 18 lip 2021 20:06

Ten Lubań, to może być teraz dobry trop :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

https://zrzutka.pl/podziemia-luban
Obrazek Lubię sobie jebnąć posta.

miki331
Podporucznik
Posty: 19801
Rejestracja: 02 maja 2006 13:08
Lokalizacja: Gliwice

Re: Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: miki331 » 18 lip 2021 23:41

KOMU PRZESZKADZAŁ :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll:
Też się pod tym podpisuje , bo było sporo materiału do przeglądania i jakiś sq syn bezmyślnie skasował !

miki331
Podporucznik
Posty: 19801
Rejestracja: 02 maja 2006 13:08
Lokalizacja: Gliwice

Re: Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: miki331 » 19 lip 2021 00:17

ZŁOTY POCIĄG? Gdzie są Największe SKARBY UKRYTE w Polsce ?
https://www.youtube.com/watch?v=cUPsCnNOkMI

miki331
Podporucznik
Posty: 19801
Rejestracja: 02 maja 2006 13:08
Lokalizacja: Gliwice

Re: Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: miki331 » 19 lip 2021 00:18

GDZIE JEST ZŁOTY POCIĄG PANIE PIOTRZE
https://www.youtube.com/watch?v=wHFGp77lRbE

miki331
Podporucznik
Posty: 19801
Rejestracja: 02 maja 2006 13:08
Lokalizacja: Gliwice

Re: Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: miki331 » 24 lip 2021 14:28

Polacy w poszukiwaniu "złotego pociągu".
Rozpoczął się przekop kompleksu militarnego

https://wiadomosci.onet.pl/wroclaw/zlot ... sh_push_go

eryk7
Kapitan
Posty: 40544
Rejestracja: 06 cze 2006 12:36
Lokalizacja: Galicja,piękne strony!

Re: Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: eryk7 » 25 lip 2021 20:34

CIEKAWE CZY COŚ ZNAJDĄ DZIWNE ŻE DOPIERO TERAZ ,,Polacy w poszukiwaniu "złotego pociągu". Rozpoczął się przekop kompleksu militarnego [ZDJĘCIA]'' :arrow: :arrow: :arrow: :arrow: :arrow: :arrow: :arrow:



https://www.onet.pl/informacje/onetwroc ... s,79cfc278
Nazywanie kogoś idiotą nie jest obelgą tylko diagnozą.
Nie doradzam,mam swoje zdanie.
Kontrowersje są porównaniem ludzkich umysłów.
Nigdy nie wiesz co przyniesie los.
Polityka to syf !

Martyr
Kapitan
Posty: 40308
Rejestracja: 16 cze 2007 15:52
Lokalizacja: z Ł3

Re: Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: Martyr » 26 lip 2021 18:04

No to przyjdzie się nam emocjonować kolejnymi wykopaliskami :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

https://www.youtube.com/watch?v=4fAXAYLfRTs

:lol:
Obrazek Lubię sobie jebnąć posta.

Martyr
Kapitan
Posty: 40308
Rejestracja: 16 cze 2007 15:52
Lokalizacja: z Ł3

Re: Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: Martyr » 02 sie 2021 10:21

Wraki statków na Bałtyku, do których można nurkować.

Zatopione statki i okręty zawsze wzbudzały ciekawość, głównie dzięki fantazjom o skarbach, ale też jako niemi świadkowie morskich katastrof ukryci w cichych, zimnych głębinach. Wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku również nie brakuje takich artefaktów. Nie każdy wie, że część z nich jest udostępniona do nurkowania. Oczywiście, niezależnie od głębokości, na jakiej spoczywają, do ich eksploracji należy dysponować odpowiednimi kwalifikacjami i sprzętem! Przedstawiamy bałtyckie wraki, do których można nurkować.

W głębinach Bałtyku na odcinku od Szczecina do Mierzei Wiślanej spoczywać może nawet 2 tysiące różnych wraków. Tak wynika z szacunków robionych jeszcze przed II wojną światową, która dodatkowo przyczyniła się do kilku spektakularnych morskich tragedii. Obecnie na mapach dokładnie oznaczonych jest ok. 50 wraków.

Znajdziemy tu m.in. szczątki szwedzkiego galeonu Solen z XVII w., zatopionego w bitwie pod Oliwą po abordażu Polaków, albo wrak pierwszego niemieckiego stalowego okrętu S-50 sprzed I wojny światowej. Na dnie spoczywają również wraki niemieckich tankowców, zaopatrzeniowców, u-bootów, lotniskowca, kutrów rybackich, pogłębiarek, statków pasażerskich.

Wśród nurków popularnością cieszy się wrak kontrtorpedowca Wicher zbombardowanego w 1939 r. w pobliżu portu Marynarki Wojennej na Helu, który był używany jako poligon dla podwodnych saperów.

Podobną rolę pełnił spoczywający niedaleko drewniany amerykański trałowiec Delfin używany przez Marynarkę Wojenną od 1948 r., a potem zatopiony do celów szkoleniowych płetwonurków z oddziałów specjalnych, dziś dostępny dla przeszkolonych cywili. Ciekawostką jest fakt, że z dokładnie takiej samej jednostki korzystał legendarny kapitan Cousteau - ojciec współczesnego nurkowania swobodnego.

Popularnością cieszy się również spoczywający na głębokości 16 metrów niedaleko Jastarni wrak Groźnego, radzieckiego ścigacza okrętów podwodnych podarowanego Polakom i ostatecznie zatopionego podczas manewrów Układu Warszawskiego w 1971 r. W okolicach Helu leżą też trzy wraki hitlerowskie: ścigacza, trałowca i holownika parowego.

Bałtyk ma też swoje trzy Titaniki: wraki Wilhelma Gustloffa, Steubena i Goi. Są świadectwem największych tragedii morskich wszech czasów. Wszystkie trzy zostały storpedowane przez radzieckie okręty podwodne w 1945 r., gdy wiozły z Prus Wschodnich na zachód do Rzeszy rannych niemieckich żołnierzy i cywilnych uchodźców w ramach operacji "Hannibal". Szacuje się, że w każdej z katastrof mogło zginąć od 4,5 do 10 tysięcy ludzi (na słynnym Titanicu 1,5 tys.). Po wojnie wrak Gustloffa został przeszukany przez Rosjan, którzy rzekomo poszukiwali Bursztynowej Komnaty. Obecnie wszystkie trzy wraki mają status cmentarzy wojennych i nurkowanie na nich bez zezwolenia jest zabronione.
https://podroze.onet.pl/polska/pomorski ... ia/xvyqe9v
Obrazek Lubię sobie jebnąć posta.

Martyr
Kapitan
Posty: 40308
Rejestracja: 16 cze 2007 15:52
Lokalizacja: z Ł3

Re: Złoty Pociąg - kontynuacja

Postautor: Martyr » 16 wrz 2021 11:44

Coś tam jednak po latach odnajdują... 8) 8) 8) 8)
Po 80 latach odnaleziono dzwon ukryty przed Niemcami.

Obok Pustelni św. Jana z Dukli na górze Zaśpit, w akcji zorganizowanej przez Lesława Wilka z Prywatnego Muzeum Podkarpackich Pól Bitewnych, niezwykłego odkrycia dokonał członek biorącego w nim udział Stowarzyszenia Eksploracyjno-Historycznego "Galicja". Odnaleziono dzwon z pustelnianej dzwonnicy, który został zakopany w ziemi 80 lat temu w czasie niemieckiej okupacji. O tym, jak to się udało, pytam Lesława Wilka: inicjatora i koordynatora poszukiwań.

Był to jeden z trzech dzwonów jubileuszowych z pustelnianej dzwonnicy. Wybudowano ją po lewej stronie kościółka w 1933 r. z okazji jubileuszu 200-lecia beatyfikacji Jana z Dukli. Budowla miała stalową konstrukcję, każdy z zawieszonych na niej dzwonów był innej wielkości. Każdy z nich miał inne brzmienie, natomiast wszystkie razem wydawały harmonijne głosy płynące po górach i dolinach Przełęczy Dukielskiej.

Jak wpadł pan na trop ukrytego dzwonu?

Lesław Wilk: Rok przed pandemią spotkałem znajomą, która opowiedziała mi, że jej ojciec był świadkiem rozmowy swojego taty z zakonnikiem, który ukrył ponad 80 lat temu dzwon na terenie pustelni świętego Jana z Dukli (patrona). Zakonnik, który go ukrył, nie potrafił odnaleźć miejsca ukrycia dzwonu. Ta historia tak mnie zaciekawiła, że postanowiłem rozpocząć poszukiwania.

Może pan trochę przybliżyć historię?

Przez blisko 80 lat depozytariuszem pamięci o dzwonie, ukrytym w tym miejscu w czasie "IV rozbioru Polski" był Stanisław mieszkaniec pobliskiej Lipowicy. Jego ojciec, już przed wybuchem II wojny światowej, pracował na pustelni i zaprzyjaźnił się z Józefem Ubasem, późniejszym bratem Pawłem, który pełnił tam obowiązki opiekuna i stróża tamtejszego kościółka. W czasie okupacji niemieckiej ustały jego kontakty z pustelnią. Na nowo odżyły dopiero po przejściu frontu. Pomagał pustelnikowi przy renowacji terenu, który po wojnie zmienił swój pierwotny stan. Trwało to przez wiele miesięcy... Ojciec zabierał swojego syna: wspomnianego Stanisława na pustelnię już od jego najwcześniejszego dzieciństwa. Mimowolnie przysłuchiwał się rozmowom ojca i zakonnika. Obaj darzyli siebie pełnym zaufaniem, które ugruntowała ich ponaddziesięcioletnia znajomość. Mały Stanisław stał się więc naturalnym beneficjentem informacji o zakopanym dzwonie.

Co zapamiętał szczególnie?

W pamięci szczególnie mocno zapadły mu zwierzenia brata Pawła, w których odkrył przed ojcem swoją gehennę. Po wojnie był on prześladowany przez Urząd Bezpieczeństwa. W okolicy pustelni, prawie do połowy lat 50. XX w. ukrywali się byli żołnierze AK. Ubecy, podejrzewając go o ich wspieranie, pojawiali się na pustelni co pewien czas zupełnie niespodziewane. Ich wizyty następowały zawsze w okolicznościach, kiedy oprócz zakonnika nikogo tam nie było. Ten fakt może świadczyć o tym, że mieli "aktualną" wiedzę dzięki systematycznej obserwacji pustelni. Spotkania z nimi prawie zawsze kończyły się dla zakonnika pobiciem.

Patrząc z perspektywy, gdzie odnaleźliście dzwon, dobrze pan od początku wyrokował, gdzie mógł być on zakopany?

Myśląc o miejscu ukrycia, starałem się wejść w skórę zakonnika. Okazało się, że moja logika całkowicie się rozminęła z miejscem, gdzie go odnaleziono. Zakładałem, że świadomy zagrożenia związanego z tym, że Niemcy mogą chcieć zarekwirować dzwon, zakonnik ukryje go daleko, daleko… od swojej pustelni. Planowałem przeszukać 50 hektarów lasów, które są w okolicy. Zaprosiłem do akcji 40 ludzi z wykrawaczami, czyli potężną armię poszukiwaczy. Po godzinie akcji udało się natrafić na dzwon, który został ukryty w miejscu, o którym zupełnie nie pomyślałem. Bardzo blisko dzwonnicy, która położona jest na wzniesieniu. Dosłownie 11 metrów od niej.

Dzwon ważył około 150 kg, chyba zakonnik nie był w stanie samo go ukryć?

Liczę, że minimum czterech mężczyzn musiało mu pomagać. Zapewne byli to mężczyźni z pobliskich wiosek, których darzył pełnym zaufaniem. Dzwon został ukryty w 1941 r., gdy Niemcy ogłosili rekwizycję dzwonów na teranie całego Generalnego Guberatorstwa. Mam nawet taki dokument, z którego wynika, że proboszczowie kościołów oraz przeorzy i ojcowie klasztorów mieli zgłosić, jakie dzwony posiadają. Mieli tylko 48 godzin na przekazanie Niemcom tej informacji.

Zakonnik może zapomniał, gdzie ukrył dzwon z powodu długotrwałych działań wojennych, do których doszło w okolicy Dukli.

Pustelnik przyznał się ojcu Stanisława, że już kilkukrotnie podejmował próbę samodzielnego odszukania miejsca, w którym zakopał dzwon. Wszystkie starania zakończyły się jednak fiaskiem. To, że bratu Pawłowi nie udało się odnaleźć miejsca, w którym około dekady wcześniej ukrył dzwon, mogło wynikać z dużych zmian, które zaszły w otoczeniu pustelni. W przeważającej mierze spowodowały je działania wojenne. W międzyczasie podrósł także drzewostan, szczególnie iglasty młodnik, który zasadzono kilka lat przed wybuchem wojny w jej sąsiedztwie. Drzewa osiągnęły kilkunastometrową wysokość i mocno zmieniły krajobraz.
Zapisane w pamięci chowającego ewentualne punkty odniesienia schowka mogły z tych przyczyn zniknąć lub ulec zatarciu.

O Przełęcz Dukielską zawsze toczyły się krwawe batalie. Dlaczego?

Jest ona najniższą przełęczą na terenie Karpat. To miejsce strategiczne, o które toczono mordercze walki: tak samo było w czasie drugiej wojny światowej. Nasycenie wojsk było ogromne. Wojna pochłonęła wiele cywilnych ofiar, a zabudowy zrównano z ziemią. Już po przejściu frontu ludność pochodzenia łemkowskiego wysiedlono.

Mówi się, że Łemkowie współpracowali z okupantem niemieckim.

Opowiem taką historię. W dwusetną rocznicę beatyfikacji św. Jana z Dukli zostały ufundowane dzwony, w tym jeden z tych ostatnio odnalezionych. Zostały one poświęcone w czasie uroczystej sumy, a przed nią było nabożeństwo odprawiane na terenie pustelni św. Jana przez księdza grecko-katolickiego z miejscowości Pielgrzymka, w którym uczestniczyli właśnie wierni obrządku wschodniego, czyli Łemkowie. Święty Jan z Dukli był też ich patronem. To były czasy, gdy nacje: Polska, Ruś i Litwa żyli jak bracia, którzy przez zabory i siły zewnętrzne stali się wrogami.

Skąd u pana takie zainteresowanie historią?

Moja mama prowadziła kiedyś bibliotekę. Kiedy spotkała koleżankę, która po niej ją przejęła, powiedziała jej: twój Leszek przeczytał już wszystkie wojenne książki, które są u nas dostępne. Miałem wtedy 12 lat. To, co wyczytywałem w nich, było całkowicie odmienne, niż to o czym mówiło się w naszej rodzinie. Już jako dziecko podsłuchiwałem rozmowy swoich starszych krewniaków, których okazją do spotkań były najczęściej wesela lub pogrzeby rodzinne. Tych rodzinnych, wojennych historii było bardzo wiele. Dziadek był siedem lat na froncie (I wojna światowa i wojna polsko-bolszewicka, ale "wyzwolenia" przez Armię Czerwoną już nie przeżył), mąż siostry babci był kawalerem orderu Virtuti Militari, kuzyn babci był współtwórcą jednego z największych na Podkarpaciu zaplecza Armii Krajowej w Łękach Dukielskich, w szeregach Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich, byli wszyscy czterej bracia babci oraz kilku innych naszych krewnych.

Współtworzył pan też Prywatne Muzeum Podkarpackich Pól Bitewnych. Macie w swoich kolekcjach niesamowite zbiory!

Mamy dziesiątki przedmiotów, których nie można zobaczyć nigdzie indziej w krajowych muzeach. Niemiecki pojazd sdkfz 2 Kettenkraftrad, drewniane tablice z bramy niemieckiego obozu pracy przymusowej w Szebniach oraz sowieckiej Komendantury tajnego kontrwywiadu wojskowego "smiersza". Posiadamy suknię ślubną ze spadochronu zrzutowego, z największego na Podkarpaciu zrzutu dla Armii Krajowej, który miał miejsce około 20 km od Krosna. Z tego samego zrzutu mamy w zbiorach pistolet maszynowy UD-42, który mają tylko trzy muzea w Polsce. W ekspozycji muzealnej posiadamy 13 postaci i półpostaci żołnierzy wojsk walczących na Podkarpaciu w czasie I i II wojny światowej w oryginalnym umundurowaniu, oporządzeniu i z pełnym uzbrojeniem. Wśród nich jest żołnierz pierwszego na Podkarpaciu oddziału partyzanckiego NOW-AK OP-11, częściowo umundurowanego i uzbrojonego w broń zrzutową, w spodniach i butach zdobytych na granatowej policji (przekazała je do muzeum wnuczka partyzanta), z czapką zimową Polskiej Policji Państwowej. Taki sam wzór nosił major Jan Piwnik "Ponury", słynny cichociemny i dowódca zgrupowania świętokrzyskiego. To tylko niektóre z naszych skarbów.

Dlaczego tak ważna jest dla pana historia?

Warto wrócić do przeszłości, aby zrozumieć teraźniejszość i nie dać się zmanipulować w przyszłości. Życie w pokoju, a nie w czasach wojny to wielkie dobrodziejstwo. Wartość sama w sobie. Pokój trzeba cenić! Przekłada się to na zwiedzających. Kiedy oprowadzam rodziny, to błyskawicznie zauważam, jakie relacje panują między nimi tuż po wejściu do muzeum. Nie zawsze są one pozytywne. Wizyta w Muzeum uświadamia im, że nie warto żyć w sporach i tak jak mawiał ksiądz Jan Twardowski: trzeba śpieszyć się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą.

Opis odnalezionego dzwonu:

Wieńczy go 6-ramienna korona, bez zdobień. Poniżej "hełmu" zdobi go ornament z gałązek akantu łączonych z rokajem. Na przednim płaszczu posiada wizerunek świętego Franciszka z inskrypcją: "Św. Franciszku módl się za nami", a na tylnym: "W 200-tną rocznicę beatyfikacji r. 1933 ofiarują bł. Janowi z Dukli Ślązacy i Wielkopolanie". Wykonano go prawdopodobnie z brązu ludwisarskiego (78 proc. miedzi i ok. 22 proc. cyny). Posiadał srebrzystą, ochronną powłokę zabezpieczającą go przed korozją. Serce dzwonu odnaleziono w pobliskim domu rekolekcyjnym, w którym było ono przechowywane od czasu jego ukrycia (wiedzę o nim posiadali przebywający na pustelni zakonnicy z klasztoru w Dukli).
https://www.onet.pl/styl-zycia/oludziac ... k,30bc1058
Obrazek Lubię sobie jebnąć posta.


Wróć do „Hyde Park”

REKLAMA

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 23 gości