Złoty Pociąg [ZŁP] cz.I

luźne dyskusje inwestorów
Martyr
Kapitan
Posty: 40308
Rejestracja: 16 cze 2007 15:52
Lokalizacja: z Ł3

Re: Złoty Pociąg [ZŁP] cz.I

Postautor: Martyr » 16 wrz 2021 20:43

Wraki statków na Bałtyku, do których można nurkować.

Zatopione statki i okręty zawsze wzbudzały ciekawość, głównie dzięki fantazjom o skarbach, ale też jako niemi świadkowie morskich katastrof ukryci w cichych, zimnych głębinach. Wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku również nie brakuje takich artefaktów. Nie każdy wie, że część z nich jest udostępniona do nurkowania. Oczywiście, niezależnie od głębokości, na jakiej spoczywają, do ich eksploracji należy dysponować odpowiednimi kwalifikacjami i sprzętem! Przedstawiamy bałtyckie wraki, do których można nurkować.

W głębinach Bałtyku na odcinku od Szczecina do Mierzei Wiślanej spoczywać może nawet 2 tysiące różnych wraków. Tak wynika z szacunków robionych jeszcze przed II wojną światową, która dodatkowo przyczyniła się do kilku spektakularnych morskich tragedii. Obecnie na mapach dokładnie oznaczonych jest ok. 50 wraków.

Znajdziemy tu m.in. szczątki szwedzkiego galeonu Solen z XVII w., zatopionego w bitwie pod Oliwą po abordażu Polaków, albo wrak pierwszego niemieckiego stalowego okrętu S-50 sprzed I wojny światowej. Na dnie spoczywają również wraki niemieckich tankowców, zaopatrzeniowców, u-bootów, lotniskowca, kutrów rybackich, pogłębiarek, statków pasażerskich.

Wśród nurków popularnością cieszy się wrak kontrtorpedowca Wicher zbombardowanego w 1939 r. w pobliżu portu Marynarki Wojennej na Helu, który był używany jako poligon dla podwodnych saperów.

Podobną rolę pełnił spoczywający niedaleko drewniany amerykański trałowiec Delfin używany przez Marynarkę Wojenną od 1948 r., a potem zatopiony do celów szkoleniowych płetwonurków z oddziałów specjalnych, dziś dostępny dla przeszkolonych cywili. Ciekawostką jest fakt, że z dokładnie takiej samej jednostki korzystał legendarny kapitan Cousteau - ojciec współczesnego nurkowania swobodnego.

Popularnością cieszy się również spoczywający na głębokości 16 metrów niedaleko Jastarni wrak Groźnego, radzieckiego ścigacza okrętów podwodnych podarowanego Polakom i ostatecznie zatopionego podczas manewrów Układu Warszawskiego w 1971 r. W okolicach Helu leżą też trzy wraki hitlerowskie: ścigacza, trałowca i holownika parowego.

Bałtyk ma też swoje trzy Titaniki: wraki Wilhelma Gustloffa, Steubena i Goi. Są świadectwem największych tragedii morskich wszech czasów. Wszystkie trzy zostały storpedowane przez radzieckie okręty podwodne w 1945 r., gdy wiozły z Prus Wschodnich na zachód do Rzeszy rannych niemieckich żołnierzy i cywilnych uchodźców w ramach operacji "Hannibal". Szacuje się, że w każdej z katastrof mogło zginąć od 4,5 do 10 tysięcy ludzi (na słynnym Titanicu 1,5 tys.). Po wojnie wrak Gustloffa został przeszukany przez Rosjan, którzy rzekomo poszukiwali Bursztynowej Komnaty. Obecnie wszystkie trzy wraki mają status cmentarzy wojennych i nurkowanie na nich bez zezwolenia jest zabronione.
https://podroze.onet.pl/polska/pomorski ... ia/xvyqe9v
Obrazek Lubię sobie jebnąć posta.


Martyr
Kapitan
Posty: 40308
Rejestracja: 16 cze 2007 15:52
Lokalizacja: z Ł3

Re: Złoty Pociąg [ZŁP] cz.I

Postautor: Martyr » 16 wrz 2021 20:44

Coś tam jednak po latach odnajdują... 8) 8) 8) 8)
Po 80 latach odnaleziono dzwon ukryty przed Niemcami.

Obok Pustelni św. Jana z Dukli na górze Zaśpit, w akcji zorganizowanej przez Lesława Wilka z Prywatnego Muzeum Podkarpackich Pól Bitewnych, niezwykłego odkrycia dokonał członek biorącego w nim udział Stowarzyszenia Eksploracyjno-Historycznego "Galicja". Odnaleziono dzwon z pustelnianej dzwonnicy, który został zakopany w ziemi 80 lat temu w czasie niemieckiej okupacji. O tym, jak to się udało, pytam Lesława Wilka: inicjatora i koordynatora poszukiwań.

Był to jeden z trzech dzwonów jubileuszowych z pustelnianej dzwonnicy. Wybudowano ją po lewej stronie kościółka w 1933 r. z okazji jubileuszu 200-lecia beatyfikacji Jana z Dukli. Budowla miała stalową konstrukcję, każdy z zawieszonych na niej dzwonów był innej wielkości. Każdy z nich miał inne brzmienie, natomiast wszystkie razem wydawały harmonijne głosy płynące po górach i dolinach Przełęczy Dukielskiej.

Jak wpadł pan na trop ukrytego dzwonu?

Lesław Wilk: Rok przed pandemią spotkałem znajomą, która opowiedziała mi, że jej ojciec był świadkiem rozmowy swojego taty z zakonnikiem, który ukrył ponad 80 lat temu dzwon na terenie pustelni świętego Jana z Dukli (patrona). Zakonnik, który go ukrył, nie potrafił odnaleźć miejsca ukrycia dzwonu. Ta historia tak mnie zaciekawiła, że postanowiłem rozpocząć poszukiwania.

Może pan trochę przybliżyć historię?

Przez blisko 80 lat depozytariuszem pamięci o dzwonie, ukrytym w tym miejscu w czasie "IV rozbioru Polski" był Stanisław mieszkaniec pobliskiej Lipowicy. Jego ojciec, już przed wybuchem II wojny światowej, pracował na pustelni i zaprzyjaźnił się z Józefem Ubasem, późniejszym bratem Pawłem, który pełnił tam obowiązki opiekuna i stróża tamtejszego kościółka. W czasie okupacji niemieckiej ustały jego kontakty z pustelnią. Na nowo odżyły dopiero po przejściu frontu. Pomagał pustelnikowi przy renowacji terenu, który po wojnie zmienił swój pierwotny stan. Trwało to przez wiele miesięcy... Ojciec zabierał swojego syna: wspomnianego Stanisława na pustelnię już od jego najwcześniejszego dzieciństwa. Mimowolnie przysłuchiwał się rozmowom ojca i zakonnika. Obaj darzyli siebie pełnym zaufaniem, które ugruntowała ich ponaddziesięcioletnia znajomość. Mały Stanisław stał się więc naturalnym beneficjentem informacji o zakopanym dzwonie.

Co zapamiętał szczególnie?

W pamięci szczególnie mocno zapadły mu zwierzenia brata Pawła, w których odkrył przed ojcem swoją gehennę. Po wojnie był on prześladowany przez Urząd Bezpieczeństwa. W okolicy pustelni, prawie do połowy lat 50. XX w. ukrywali się byli żołnierze AK. Ubecy, podejrzewając go o ich wspieranie, pojawiali się na pustelni co pewien czas zupełnie niespodziewane. Ich wizyty następowały zawsze w okolicznościach, kiedy oprócz zakonnika nikogo tam nie było. Ten fakt może świadczyć o tym, że mieli "aktualną" wiedzę dzięki systematycznej obserwacji pustelni. Spotkania z nimi prawie zawsze kończyły się dla zakonnika pobiciem.

Patrząc z perspektywy, gdzie odnaleźliście dzwon, dobrze pan od początku wyrokował, gdzie mógł być on zakopany?

Myśląc o miejscu ukrycia, starałem się wejść w skórę zakonnika. Okazało się, że moja logika całkowicie się rozminęła z miejscem, gdzie go odnaleziono. Zakładałem, że świadomy zagrożenia związanego z tym, że Niemcy mogą chcieć zarekwirować dzwon, zakonnik ukryje go daleko, daleko… od swojej pustelni. Planowałem przeszukać 50 hektarów lasów, które są w okolicy. Zaprosiłem do akcji 40 ludzi z wykrawaczami, czyli potężną armię poszukiwaczy. Po godzinie akcji udało się natrafić na dzwon, który został ukryty w miejscu, o którym zupełnie nie pomyślałem. Bardzo blisko dzwonnicy, która położona jest na wzniesieniu. Dosłownie 11 metrów od niej.

Dzwon ważył około 150 kg, chyba zakonnik nie był w stanie samo go ukryć?

Liczę, że minimum czterech mężczyzn musiało mu pomagać. Zapewne byli to mężczyźni z pobliskich wiosek, których darzył pełnym zaufaniem. Dzwon został ukryty w 1941 r., gdy Niemcy ogłosili rekwizycję dzwonów na teranie całego Generalnego Guberatorstwa. Mam nawet taki dokument, z którego wynika, że proboszczowie kościołów oraz przeorzy i ojcowie klasztorów mieli zgłosić, jakie dzwony posiadają. Mieli tylko 48 godzin na przekazanie Niemcom tej informacji.

Zakonnik może zapomniał, gdzie ukrył dzwon z powodu długotrwałych działań wojennych, do których doszło w okolicy Dukli.

Pustelnik przyznał się ojcu Stanisława, że już kilkukrotnie podejmował próbę samodzielnego odszukania miejsca, w którym zakopał dzwon. Wszystkie starania zakończyły się jednak fiaskiem. To, że bratu Pawłowi nie udało się odnaleźć miejsca, w którym około dekady wcześniej ukrył dzwon, mogło wynikać z dużych zmian, które zaszły w otoczeniu pustelni. W przeważającej mierze spowodowały je działania wojenne. W międzyczasie podrósł także drzewostan, szczególnie iglasty młodnik, który zasadzono kilka lat przed wybuchem wojny w jej sąsiedztwie. Drzewa osiągnęły kilkunastometrową wysokość i mocno zmieniły krajobraz.
Zapisane w pamięci chowającego ewentualne punkty odniesienia schowka mogły z tych przyczyn zniknąć lub ulec zatarciu.

O Przełęcz Dukielską zawsze toczyły się krwawe batalie. Dlaczego?

Jest ona najniższą przełęczą na terenie Karpat. To miejsce strategiczne, o które toczono mordercze walki: tak samo było w czasie drugiej wojny światowej. Nasycenie wojsk było ogromne. Wojna pochłonęła wiele cywilnych ofiar, a zabudowy zrównano z ziemią. Już po przejściu frontu ludność pochodzenia łemkowskiego wysiedlono.

Mówi się, że Łemkowie współpracowali z okupantem niemieckim.

Opowiem taką historię. W dwusetną rocznicę beatyfikacji św. Jana z Dukli zostały ufundowane dzwony, w tym jeden z tych ostatnio odnalezionych. Zostały one poświęcone w czasie uroczystej sumy, a przed nią było nabożeństwo odprawiane na terenie pustelni św. Jana przez księdza grecko-katolickiego z miejscowości Pielgrzymka, w którym uczestniczyli właśnie wierni obrządku wschodniego, czyli Łemkowie. Święty Jan z Dukli był też ich patronem. To były czasy, gdy nacje: Polska, Ruś i Litwa żyli jak bracia, którzy przez zabory i siły zewnętrzne stali się wrogami.

Skąd u pana takie zainteresowanie historią?

Moja mama prowadziła kiedyś bibliotekę. Kiedy spotkała koleżankę, która po niej ją przejęła, powiedziała jej: twój Leszek przeczytał już wszystkie wojenne książki, które są u nas dostępne. Miałem wtedy 12 lat. To, co wyczytywałem w nich, było całkowicie odmienne, niż to o czym mówiło się w naszej rodzinie. Już jako dziecko podsłuchiwałem rozmowy swoich starszych krewniaków, których okazją do spotkań były najczęściej wesela lub pogrzeby rodzinne. Tych rodzinnych, wojennych historii było bardzo wiele. Dziadek był siedem lat na froncie (I wojna światowa i wojna polsko-bolszewicka, ale "wyzwolenia" przez Armię Czerwoną już nie przeżył), mąż siostry babci był kawalerem orderu Virtuti Militari, kuzyn babci był współtwórcą jednego z największych na Podkarpaciu zaplecza Armii Krajowej w Łękach Dukielskich, w szeregach Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich, byli wszyscy czterej bracia babci oraz kilku innych naszych krewnych.

Współtworzył pan też Prywatne Muzeum Podkarpackich Pól Bitewnych. Macie w swoich kolekcjach niesamowite zbiory!

Mamy dziesiątki przedmiotów, których nie można zobaczyć nigdzie indziej w krajowych muzeach. Niemiecki pojazd sdkfz 2 Kettenkraftrad, drewniane tablice z bramy niemieckiego obozu pracy przymusowej w Szebniach oraz sowieckiej Komendantury tajnego kontrwywiadu wojskowego "smiersza". Posiadamy suknię ślubną ze spadochronu zrzutowego, z największego na Podkarpaciu zrzutu dla Armii Krajowej, który miał miejsce około 20 km od Krosna. Z tego samego zrzutu mamy w zbiorach pistolet maszynowy UD-42, który mają tylko trzy muzea w Polsce. W ekspozycji muzealnej posiadamy 13 postaci i półpostaci żołnierzy wojsk walczących na Podkarpaciu w czasie I i II wojny światowej w oryginalnym umundurowaniu, oporządzeniu i z pełnym uzbrojeniem. Wśród nich jest żołnierz pierwszego na Podkarpaciu oddziału partyzanckiego NOW-AK OP-11, częściowo umundurowanego i uzbrojonego w broń zrzutową, w spodniach i butach zdobytych na granatowej policji (przekazała je do muzeum wnuczka partyzanta), z czapką zimową Polskiej Policji Państwowej. Taki sam wzór nosił major Jan Piwnik "Ponury", słynny cichociemny i dowódca zgrupowania świętokrzyskiego. To tylko niektóre z naszych skarbów.

Dlaczego tak ważna jest dla pana historia?

Warto wrócić do przeszłości, aby zrozumieć teraźniejszość i nie dać się zmanipulować w przyszłości. Życie w pokoju, a nie w czasach wojny to wielkie dobrodziejstwo. Wartość sama w sobie. Pokój trzeba cenić! Przekłada się to na zwiedzających. Kiedy oprowadzam rodziny, to błyskawicznie zauważam, jakie relacje panują między nimi tuż po wejściu do muzeum. Nie zawsze są one pozytywne. Wizyta w Muzeum uświadamia im, że nie warto żyć w sporach i tak jak mawiał ksiądz Jan Twardowski: trzeba śpieszyć się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą.

Opis odnalezionego dzwonu:

Wieńczy go 6-ramienna korona, bez zdobień. Poniżej "hełmu" zdobi go ornament z gałązek akantu łączonych z rokajem. Na przednim płaszczu posiada wizerunek świętego Franciszka z inskrypcją: "Św. Franciszku módl się za nami", a na tylnym: "W 200-tną rocznicę beatyfikacji r. 1933 ofiarują bł. Janowi z Dukli Ślązacy i Wielkopolanie". Wykonano go prawdopodobnie z brązu ludwisarskiego (78 proc. miedzi i ok. 22 proc. cyny). Posiadał srebrzystą, ochronną powłokę zabezpieczającą go przed korozją. Serce dzwonu odnaleziono w pobliskim domu rekolekcyjnym, w którym było ono przechowywane od czasu jego ukrycia (wiedzę o nim posiadali przebywający na pustelni zakonnicy z klasztoru w Dukli).
https://www.onet.pl/styl-zycia/oludziac ... k,30bc1058

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Obrazek Lubię sobie jebnąć posta.

eryk7
Kapitan
Posty: 40544
Rejestracja: 06 cze 2006 12:36
Lokalizacja: Galicja,piękne strony!

Re: Złoty Pociąg [ZŁP] cz.I

Postautor: eryk7 » 16 wrz 2021 22:58

CIEKAWE CZY COŚ ZNAJDĄ ,,Eksperci szukają "złota Wrocławia". W hitlerowskim kompleksie może kryć się technologia elektromagnetyczna
W Lubaniu, położonym w woj. dolnośląskim, trwają poszukiwania przedmiotów pozostawionych przez Niemców podczas II wojny światowej. Eksperci przekopują tunel pod Kamienną Górą i liczą, że uda im się odkryć tajemnice kryte przez to miejsce, jak donosi Gazeta Wrocławska.'' :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :arrow:


https://tech.wp.pl/eksperci-szukaja-zlo ... 884714464a
Nazywanie kogoś idiotą nie jest obelgą tylko diagnozą.
Nie doradzam,mam swoje zdanie.
Kontrowersje są porównaniem ludzkich umysłów.
Nigdy nie wiesz co przyniesie los.
Polityka to syf !

Martyr
Kapitan
Posty: 40308
Rejestracja: 16 cze 2007 15:52
Lokalizacja: z Ł3

Re: Złoty Pociąg [ZŁP] cz.I

Postautor: Martyr » 17 wrz 2021 11:51

Schron pod Górą Kamienną – kiedy i kto go wybudował?

Eksploratorzy ze Stowarzyszenia Miłośników Górnych Łużyc są już już blisko (a może właśnie wchodzą) wejścia do niemieckiej sztolni pod Kamienną Górą w Lubaniu. Sztolni z 1943 czy 1944 roku? Wybudowanej przez kogo? Na te pytania stara się odpowiedzieć Tomasz Selenit Bernacki.

Już od początku odnalezienia w czerwcu 2011 roku planu podziemnego schronu pod Kamienną Górą w Lubaniu, gdy zdałem sobie sprawę, iż sztolnia została wybudowana w całości, zadawałem sobie pytanie: kiedy i kto zbudował schron? Oczywiście odpowiedź, że obiekt zbudowali Niemcy to za mało jak na badania historyczne. Niestety publikowana na ten temat literatura niemiecka i polska milczy. Również moje rozmowy z dawnymi, przedwojennymi mieszkańcami Lauban nie przyniosły odpowiedzi. Spróbuję więc rozważyć różne opcje na podstawie posiadanych, szczątkowych informacji.

Rok 1944

Wskutek bombardowań zachodniej części Niemiec przez aliantów od 1943 roku rozpoczęto przenoszenie części zakładów wgłąb Rzeszy, w tym także do Lubania. Kwestię daty budowy oraz budowniczych lubańskiego schronu pod Kamienną Górą analizowałem już w 2011 roku, zarówno na łamach „Ziemi Lubańskiej” jak i w miesięczniku „Odkrywca”. Podtrzymuję swoje ówczesne zdanie, iż budowę lubańskiego schronu rozpoczęto dość późno, gdyż dopiero w początkach 1944 roku. Nie zgadzam się z pojawiającymi się tu i ówdzie informacjami, iż budowę lubańskiego schronu rozpoczęto już w 1943 roku. Moje przypuszczenia potwierdzają dwa zasadnicze argumenty. Po pierwsze plan sztolni. Znajduje się na nim data dzienna, która wskazuje postęp prac – „28, 7 44”. Data ta wpisana jest na początkowym odcinku sztolni, w rejonie tzw. śluzy, w pobliżu betonowej grodzi, a więc zaledwie około 45 metrów od wejścia.

Drugim ważnym argumentem w tej kwestii są prowadzone od lipca 2021 roku prace związane z ponownym wejściem do sztolni. W praktyce jest to budowa nowego wejścia do sztolni dawną trasą i to dodatkowo utrudniona przemieszaniem materiału ilastego z odeskowaniem i belkami, a także konieczną kontrolą saperską i archeologiczną. Praca na trzy zmiany, w zespołach zaledwie czteroosobowych, z przerwami na posiłki, odpoczynek, zgodnie z zasadami BHP itp. dała rezultat drążenia około 2 metrów sztolni dziennie. Dotarcie do wspomnianego już punktu dziennego w tym tempie zajęło by więc około 20–22 dni robocze. Musimy jednakże pamiętać, iż Niemcy dysponowali wówczas dziesiątkami lub setkami jeńców. Oczywiście z uwagi na uwarunkowania technologiczne prace nie mogły zostać proporcjonalnie przyśpieszone w stosunku do zwiększonej liczby robotników. Jednakże można przyjąć, iż były prowadzone w szybszym tempie. Biorąc pod uwagę prace przygotowawcze, organizację frontu robót, szacuję, iż budowa lubańskiej sztolni rozpoczęła się wiosną 1944 roku, gdy wojska sowieckie wkraczały na dawne polskie Kresy Wschodnie, a na Zachodzie szykowano się do lądowania aliantów w Normandii.

Budowniczowie spod znaku kłosów i szpadla?

W Lubaniu budową towarzyszących obiektów militarnych (schrony, szczeliny) zajmowały się głównie oddziały RAD (Reichsarbeitsdienst), czyli Służba Pracy Rzeszy. Organizacja ta powstała w 1933 roku, a od 1936 roku służba w niej stała się obowiązkowa. Sześciomiesięcznej służbie podlegali mężczyźni w wieku 18–25 lat, w czasie działań wojennych wiek ten obniżono do 15 lat. Odpowiednikiem RAD w Polsce w tym okresie były junackie hufce pracy, a po wojnie Służba Polsce i OHP. Do Lubania trafiła 2 i 6 kompania 104 batalionu Służb Pracy Rzeszy. Początkowo, dowództwo RAD 104 mieściło się w Görlitz od 1 października 1935 i w 1936 roku, potem od 1939 roku w Niesky (RAD-Gruppe 104 Niesky).

Kompanię RAD-104 zlokalizowano w Lubaniu w pobliżu nowo powstającego osiedla robotniczego na przedłużeniu dzisiejszej ulicy Polnej. Obóz lubańskiego RAD postawiono już w 1935 roku. Składały się na niego parterowe, niektóre podpiwniczone, drewniane baraki. W kolejnych latach nieco go rozbudowano o kolejne baraki. Lokalizację wybrano też z uwagi na, w zasadzie przyległą, dwutorową, elektryczną linię kolejową do Zgorzelca i istniejący obok przystanek kolejowy Alt Lauban. W okresie do 1939 roku junacy brali udział głównie w działaniach pomocowych – sadzili drzewa w sąsiednim Wysokim Lesie, czyścili rowy melioracyjne, pobliską Siekierkę, pomagali rolnikom w pracach polowych, a także brali także udział w budowie taniego, dość jednolitego architektonicznie, osiedla komunalnego (dzisiejsze Parkowa/Gajowa i pobliskie ulice). Co najmniej od 1943 roku pomagali także w budowie schronów przeciwlotniczych dla pracowników zakładów i ludności cywilnej.
Obóz RAD przy linii kolejowej Lubań-Zgorzelec. Zdjęcie ze zb. A.Wilczyńskiego.
Wnętrza baraków obozowych – świetlica, łazienka, pomieszczenie dzienne.

Wydaje się więc, iż z uwagi na odległość obozu RAD-u od sztolni, to właśnie tej jednostce moglibyśmy przypisać jej budowę. Czy aby jednak?

Budowa schronu w formie sztolni znacząco różni się technologią i skalą od budowanych wcześniej betonowych szczelin przeciwlotniczych, które powstały w mieści. Sztolnia-schron pod Kamienną Górą stanowiłaby najtrudniejsze wyzwanie budowlane dla lubańskiego RAD-u. Pozostałe żelbetonowe bunkry czy szczeliny przeciwlotnicze były budowane praktycznie tuż pod powierzchnią ziemi (choćby przy ul. Lwóweckiej, pl. Śląskim, ul. Fabrycznej), a następnie zasypywane. Natomiast, budując obiekt w Kamiennej Górze, należało zastosować metody górnicze. Tymczasem wobec sytuacji na froncie wschodnim i ciężkich strat osobowych niemieckiej armii członkowie RAD-u, choć jeszcze bardzo młodzi, byli niezbędni do uzupełnień na frontach (zwłaszcza po lądowaniu aliantów w Normandii w czerwcu 1944 roku). Osobiście wątpię więc, by w końcowym etapie działań wojennych to właśnie oni brali udział w tak ciężkich pracach ziemno-górniczych, nawet w formie pomocniczej. Z uwagi na wiek, brak odpowiedniej wiedzy technicznej, nie nadawali się także do roli kierowniczej, zarówno technicznej jak i nadzorczej. Co prawda na potwierdzenie ich roli w budowie schronu czasem podaje się zachowane zdjęcia z 1936 roku, na których w obozie RAD-u widoczne są identyczne wózki górnicze, jakie znaleźliśmy we wnętrzu sztolni. Jednakże, jak już wspomniałem, oddziały RAD-u mogły być wykorzystywane zarówno podczas budowy samego obozu, jak i budynków wielorodzinnych przy dzisiejszej ulicy Parkowej i Gajowej.

K. Kasper podaje, iż od stycznia 1945 roku członkowie RAD-u z rocznika 1928 brali udział w budowie umocnień w Lubaniu przed spodziewanym natarciem wojsk radzieckich. A. Wilczyński zebrał też informację, że codziennie rano junacy z RAD-u szli ulicami miasta, śpiewając swoje pieśni. W lutym 1945 roku ewakuowano ich, a niemieccy mieszkańcy Lubania rozszabrowali obóz. Funkcjonuje także jeszcze inna wersja wydarzeń, sprzeczna z powyższą. Otóż K. Ch Kasper przekazał informację, iż w 1944 roku w barakach obozowych znajdował się obóz pracy.
Po lewej stroni widoczny wózek górniczy, zapewne pozyskany z sąsiednich kamieniołomów na Księginkach.

Obrona przeciwlotnicza?

Może jednak budowę schronu należy przypisać bardziej wyspecjalizowanej technicznie jednostce? Organizacją budowy i planowaniem miejsc pod budowę schronów zajmował się lubański oddział Związku Ochrony Przeciwlotniczej Rzeszy (Reichsluftschutzbund) i zapewne tej organizacji należy przypisać projekt tunelu pod Kamienną Górą. W końcu wojny RAD został wsparty prawdopodobnie przez formację Wehrmachtu – 1 Kompanię 129 Batalionu Budowlanego (Bau-Bataillon 129). W Lubaniu znaleziono nieśmiertelniki i odznaczenia tej formacji. Batalion ten od 1939 roku był tworzony z członków RAD-u, prawdopodobnie brał udział w walkach podczas Powstania Warszawskiego (informacja za A. Wilczyńskim).
Zdjęcie z Lubania ukazujące ponoć rodzaj wysuwanej zapory drogowej wybudowanej przed nadejściem Sowietów w lutym 1945 roku. W podobny sposób budowane wejścia do sztolni.

Jak wcześniej wspomniałem, według jednej z wersji, już członkowie lubańskiego RAD-u został wcieleni do wojska i wysłani na fronty Europy. Jeśli jest to prawdziwa informacja, pozostaje pytanie: co z barakami? Tutaj z pomocą przyszedł dawny mieszkaniec Lubania, historyk Klaus Christian Kasper. Otóż przekazał naszemu regionaliście, Januszowi Kulczyckiemu, listę obozów pracy na terenie Lubania z okresu II wojny światowej. Znajduje się na niej także w dawnych barakach RAD-u obóz dla robotników lub jeńców sowieckich – Baracke der Ostarbeiter. Patrząc na skalę niezbędnych, ciężkich prac związanych z usuwaniem urobku z wnętrza sztolni, nie mam żadnej wątpliwości, że do tych prac wykorzystano robotników przymusowych oraz jeńców. W końcowym okresie wojny młodzi niemieccy chłopcy i mężczyźni potrzebni byli na liniach frontu, z pewnością więc w Lubaniu pozostała co najwyżej grupa nadzorców obozowych do pilnowania więźniów. Drugą grupę stanowili technicy górniczy i to zapewne z miejscowych kopalni bazaltu, którzy prowadzili odstrzał skały i dozorowali prace związane ze stemplowaniem skał.

Niestety, jak do tej pory, w odróżnieniu od innych kopalni czy sztolni na naszym terenie, gdzie wykorzystywano w bestialski sposób robotników i jeńców, jak choćby Gross-Rosen (Rogoźnica), Marklissa (Leśna) czy Klein-Schonau (Sieniawka – fabryka lotnicza), z Lubania nie zachowały się wspomnienia byłych, ocalałych więźniów. Temat ten podjąłem już w 2011 roku. Co prawda docierały do mnie luźne informacje, jednakże nie były to wspomnienia źródłowe. Oczywiście uzyskanie wspomnień wydaje się problematyczne z uwagi na upływ 77 lat od tamtych wydarzeń. Mogą jednak pojawić się jeszcze ciekawe dokumenty, wraz z ich odtajnianiem i publikowaniem przez archiwa rosyjskie i niemieckie.

Zagadka pozostaje więc jeszcze do wyjaśnienia. Być może jakieś poszlaki znajdą się we wnętrzu sztolni – pozostawione napisy przez nadzorujących prace Niemców, wyryte napisy na belkach lub kamieniach przez więźniów? A może odkrycie sztolni okaże się na tyle głośne w Europie i Rosji, iż znajdą się świadkowie tej niewolniczej pracy?
https://odkrywca.pl/schron-pod-kamienna ... uy6Bc3uCtc
Obrazek Lubię sobie jebnąć posta.

eryk7
Kapitan
Posty: 40544
Rejestracja: 06 cze 2006 12:36
Lokalizacja: Galicja,piękne strony!

Re: Złoty Pociąg [ZŁP] cz.I

Postautor: eryk7 » 17 wrz 2021 22:04

JASNE ROZWIĄZANA ,,Koniec wyprawy na wrak Karlsruhe. Tajemnica Bursztynowej Komnaty została w końcu rozwiązana?''

:roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: 8)




https://wiadomosci.wp.pl/trojmiasto/kon ... 645336064a
Nazywanie kogoś idiotą nie jest obelgą tylko diagnozą.
Nie doradzam,mam swoje zdanie.
Kontrowersje są porównaniem ludzkich umysłów.
Nigdy nie wiesz co przyniesie los.
Polityka to syf !

Martyr
Kapitan
Posty: 40308
Rejestracja: 16 cze 2007 15:52
Lokalizacja: z Ł3

Re: Złoty Pociąg [ZŁP] cz.I

Postautor: Martyr » 19 wrz 2021 11:13

JASNE ROZWIĄZANA ,,Koniec wyprawy na wrak Karlsruhe. Tajemnica Bursztynowej Komnaty została w końcu rozwiązana?''

:roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: 8)

https://wiadomosci.wp.pl/trojmiasto/kon ... 645336064a
Nie udało się jednak odpowiedzieć na najważniejsze pytanie ekspedycji, a mianowicie: co zawierają skrzynie na samym dnie ładowni?
Skarbu nie znaleźliśmy, ale też nie udało nam się odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: co zawierają skrzynie na samym dnie ładowni, pod dwumetrową warstwą mułu ? Dotarcie do nich będzie niezwykle skomplikowane, no i najważniejsze, nie jest to po myśli archeologów, którzy nie są chętni do naruszania struktury wraku i ładunku.
Obrazek Lubię sobie jebnąć posta.

eryk7
Kapitan
Posty: 40544
Rejestracja: 06 cze 2006 12:36
Lokalizacja: Galicja,piękne strony!

Re: Złoty Pociąg [ZŁP] cz.I

Postautor: eryk7 » 19 wrz 2021 11:54

JASNE ROZWIĄZANA ,,Koniec wyprawy na wrak Karlsruhe. Tajemnica Bursztynowej Komnaty została w końcu rozwiązana?''

:roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: 8)

https://wiadomosci.wp.pl/trojmiasto/kon ... 645336064a
Nie udało się jednak odpowiedzieć na najważniejsze pytanie ekspedycji, a mianowicie: co zawierają skrzynie na samym dnie ładowni?
Skarbu nie znaleźliśmy, ale też nie udało nam się odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: co zawierają skrzynie na samym dnie ładowni, pod dwumetrową warstwą mułu ? Dotarcie do nich będzie niezwykle skomplikowane, no i najważniejsze, nie jest to po myśli archeologów, którzy nie są chętni do naruszania struktury wraku i ładunku.
PJERDOLENIE O SZOPENIE CIEKAWE CO EKOLODZY ZABRONILI :roll: :roll: :roll: :roll: 8) 8) 8)
Nazywanie kogoś idiotą nie jest obelgą tylko diagnozą.
Nie doradzam,mam swoje zdanie.
Kontrowersje są porównaniem ludzkich umysłów.
Nigdy nie wiesz co przyniesie los.
Polityka to syf !


Wróć do „Hyde Park”

REKLAMA

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 26 gości